piątek, 16 maja 2014

I love your sunny, funny face

Przygotowując się do większego posta o Audrey, nie mogłam pominąć jej niesamowitej roli w musicalu pt. "Zabawna buzia". Mając chęć i okazję, włączyłam sobie ten film. Dzień był bardzo wietrzny i pochmurny, w sam raz na miłosną historię i przepiękną muzykę w tle. "Zabawna buzia" w tej roli spełniła się wręcz fenomenalnie. 


Osobiście, nie gustuję w musicalach i rzadko je oglądam, czasami jednak zdarza się, że zupełnie przypadkiem na nie trafiam, tak jak to było i tym razem. Dowiedziałam się o tym, tak naprawdę w trakcie trwania seansu. Cieszę się, jednak że go nie przerwałam, gdyż uważam, że była to całkiem przyzwoita uczta dla oczu jak i dla uszu.
Dla "Zabawnej buzi" nie stawiałam wysoko poprzeczki, ponieważ spodziewałam się przyjemnej historii, przeciętnej muzyki i naciąganego wątku miłosnego i po części otrzymałam coś podobnego, jednak nie do końca ze wszystkim mogę się zgodzić. Muzyka była więcej niż przeciętna. Bardzo mi się spodobała i uważam, że idealnie pasowała do filmu oraz poszczególnych scen. Warto też wspomnieć o tym, że momenty taneczne nie nudziły i nie były na siłę przeciągane w nieskończoność, a miały odpowiednią dla widza długość.


Muszę przyznać, że historia sama w sobie bardzo mi się spodobała i mogła być mieć swoje miejsce w rzeczywistości, na co zawsze zwracam szczególną uwagę, gdyż dość często zbyt duża doza zbiegów okoliczności może zupełnie zmienić odbiór filmu i potraktować go jako zwykłą bajkę, a nie piękną i wzruszającą przygodę. W tym przypadku wszystko było odpowiednio wyważone. 
Bez wątpienia w "Zabawnej buzi" pierwsze skrzypce odgrywa Audrey Hepburn, która dosłownie kradła każdą scenę dla siebie. Dała popis nie tylko aktorski, ale też wokalny jak i taneczny, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu o jej wielkim talencie. Układ w kawiarni mistrzowski, tak jak sama Audrey w tej roli. 

Naprawdę nie wiem co mam jeszcze napisać, aby zachęcić was do obejrzenia tego filmu. Uważam, że w wolne, pochmurne czy deszczowe dni, mając ochotę na jakąś starszą produkcję, "Zabawna buzia" nada się idealnie, tak jak to było w moim przypadku. Wyjątkowo film otrzymał ode mnie bardzo wysoką ocenę i zastanawiam się czy w pełni zasłużoną. Patrząc na niego spośród innych z gatunku, jest ona jak najbardziej sprawiedliwa, jednak na tle całej reszty wypada dosyć przeciętnie... Tak jak już pisałam polecam, jednak nie zmuszam, nie narzucam. Dla fanów Audrey, produkcja obowiązkowa ;) Jeszcze dodam, że Fred Astaire zupełnie mnie swoim głosem oczarował. 

12 komentarzy:

  1. Audrey i Fred? Wymarzony duet. Nie widziałam jeszcze "Zabawnej buzi", chyba nawet nie słyszałam o tym filmie, ale będę pamiętać, żeby obejrzeć, kiedy przyjdzie czas na jakiś maraton filmowy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabawna buzia to jest ładny film z Audrey. Ale nie oszukujmy się, to jest łady film, bo z Audrey. I pamiętamy o nim, bo Audrey. Nic więcej.
    Zresztą, z tych filmów, które z Audrey widziałam, tylko dwa były ponad Audrey (i innych tam grających). Co nie oznacza, że nie wracam do wszystkich co jakiś czas ;-)
    A jeśli Audrey lubisz, z całego serca polecam biografię Donalda Spoto. Oczywiście lektura przeplatana seansem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Gdyby nie Audrey, film zginąłby w gąszczu innych, lepszych.
      Właśnie poszukuję jakiejś dobrej biografii o Audrey. Dzięki za nazwisko. Chętnie sprawdzę ;)

      Usuń
  3. Nie mam gdzie się wypowiedzieć, dlatego pozwolę sobie wyrazić a tym komentarzu mój zachwyt na Twoim blogiem, który wydaje mi się niezwykle ciekawy i inspirujący. Genialne jest to, że podajesz ludzi ze świata kultury, o których będziesz pisać i którzy są dla Ciebie fascynacją. Część z tych osób fascynuje również mnie, dlatego będę zaglądała tutaj często. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę! O Zabawnej buzi to ja nawet nie słyszałam! A zapowiada się tak ciekawie :) Koniecznie muszę nadrobić zaległości!

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, widzę, że w końcu znalazłam fankę Hepburn! Niektórzy w ogóle o niej nie słyszeli, co jest naprawdę smutne, bo moim zdaniem była wybitną aktorką, miała ogromny talent i własny styl.
    "Zabawnej buzi" nie oglądałam" i chyba był to błąd. Muszę koniecznie zobaczyć;)
    Moim zdaniem najlepsze filmy z Audrey to "My fair lady" i "Rzymskie wakacje"... a jak Ty uważasz?
    Pozdrawiam!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezkonkurencyjnie "Śniadanie u Tiffaniego" :D Później jest "Jak ukraść milion dolarów" i "Zabawna buzia" :)

      Usuń
    2. Wetnę się - Dwoje na drodze. Obejrzyjcie. Genialny. I po raz pierwszy Audrey gra z człowiekiem, który do niej pasuje. I sam film jest świetnie napisany. ;)

      Usuń
    3. W "Piątej Alei. Piątej rano" coś było o tym filmie. Z pewnością obejrzę, a książkę serdecznie polecam. Coś o niej skrobnę niedługo, ale chciałabym połączyć ją z postem o Audrey :)

      Usuń
    4. Będzie post o Audrey? :-)
      Chociaż nie uważam, żeby była jakąś genialną aktorką (może dlatego, że nie widziałam jeszcze Doczekać zmroku) to strasznie ją lubię i bardzo chętnie przeczytam Twoje spostrzeżenia.
      A o książce słyszałam dużo niepochlebnych opinii i się cały czas waham. Zobaczymy, czy jest ktoś, kto może mi ją pożyczyć. ;-)

      Usuń
    5. Będzie, będzie :)
      Na aktorstwie średnio się znam, dlatego nie powinnam się na ten temat wypowiadać. Lubię ją i to bardzo. Urzeka mnie jej uroda, sposób bycia i ta dziewczęcość. Podobnie mam z Audrey Tatou :P
      Mi się podobała, więcej nie zdradzę :P

      Usuń
    6. "Doczekać zmroku" obejrzane i muszę przyznać, że gra Audrey w tym wydaniu na wysokim poziomie ;)

      Usuń