środa, 14 maja 2014

O życiu kurtyzany w XIX w.


Aleksander Dumas. Kiedy słyszę, widzę to imię i nazwisko to w głowie od razu przypomina mi się niesamowita i niezapomniana przygoda z "Hrabią Monte Christo". Zarwane noce, cudowne wspomnienia. Tym razem, jednak los spłatał mi figla. Jak się okazuje "Dama Kameliowa" to nie jest powieść tego samego autora, a jego syna. Przyznam się szczerze, że nie zmieniło to w żadnym stopniu mojego nastawienia do lektury, a wręcz przeciwnie byłam bardzo ciekawa jak całość wyjdzie potomkowi Dumasa. Po skończeniu książki mogę śmiało powiedzieć, że jest dobra, a nawet bardzo dobra.

Tytuł "dama kameliowa" nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z jakąś obyczajową historią przyjemnej, starszej kobiety z pobliskiej wsi. Jednak nie spodziewajcie się czegoś podobnego po książce Dumasa. W rzeczywistości opowiada ona o młodej kurtyzanie Małgorzacie, która pewnego dnia z niewiadomych przyczyn, umiera. Śmierć kobiety przykuwa uwagę narratora powieści, który pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o zmarłej. Natyka się na przyjaciela Małgorzaty, który postanawia opowiedzieć mu historię jej życia. 

Jak już wcześniej wspomniałam, "Dama Kameliowa" mile mnie zaskoczyła. Autor stopniowo opowiada i wprowadza nas w życie Małgorzaty. Rozpatruje i skupia się na jej zachowaniu pod względem psychologicznym. Każde z nich ma związek z jej osobowością, charakterem i dotychczasowymi przyzwyczajeniami. Miłość, jednak wiele zmienia w jej życiu o czym wie ona sama i tylko od niej zależy jaką ścieżką postanowi podążyć. Aleksander Dumas poprzez tę historię pokazał mi, że w każdej chwili swojego życia możemy się zmienić, bez względu na to co miało wpływ. Może być to miłość, przyjaźń czy własna, wewnętrzna potrzeba. Każda motywacja jest dobra, jednak najważniejsze to chcieć i otaczać się ludźmi, którzy pragną dla nas dobrego, którzy pomogą nam w ciężkiej wędrówce do celu.

Czytałam wiele opinii na temat tej książki, które w głównej mierze były przeciętne. Ja mimo wszystko, jednak uważam, że "Dama Kameliowa" zasługuje na uwagę, nie tylko za ciekawą, główną bohaterkę, ale i niesamowity klimat XIX wieku, dzięki któremu przyjemniej czyta się powieść. A o stylu nie wspomnę. Jest po prostu cudowny, taki jaki uwielbiam.

"Odnalezione"?
Chyba dylemat tygodnia... Wydaję mi się, że jednak nie do końca zasługuje na to szczególne miejsce w poszukiwaniach, ale jeszcze się zastanowię, poczytam, a może zmienię zdanie. 

6 komentarzy:

  1. Ja do własnych Odnalezionych bym jej nie zaliczyła, chociaż gdy czytałam ją (dobrych kilka lat temu) rzuciłam komputer, rozmowę z koleżanką, kolację i pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. No i do dziś pamiętam to wszystko, mniej więcej. Nie tylko Małgorzatę i kamelie, ale przede wszystkim te pierwsze i ostatnie sceny - pogrzeb, przedziwny wstęp (nie wiedziałam wtedy o czym ta książka ma być i w ogóle...). I chyba do dziś nie mam jakoś dokładnie sprecyzowanego zdania na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero od połowy książki wpadłam w ten trans. O historii Małgorzaty z pewnością długo nie zapomnę. Finał zaskakujący. Rozpisałabym się o nim więcej, ale nie chcę spoilerować. Ja chyba w sumie też. Ta książka to zagadka...

      Usuń
  2. Lubię tę książkę i nie lubię jej jednocześnie. Taka jestem niezdecydowana, hm... Z jednej strony miło wspominam i tak jak Ty, uważam, że zasługuje na uwagę, a z drugiej, no cóż, mam w stosunku do niej porządne „ale”. :S
    Natomiast "Hrabię Monte Christo" wypożyczyłam kiedyś z biblioteki, nawet zaczęłam pierwsza stronę, ale odłożyłam, bo nie bardzo miałam czas na pochłonięcie takiego tomiszcza. Kupię sobie własny egzemplarz i będę czytać powoli, w odpowiednich momentach, delektując się i zachwycając. ;>

    PS. I znowu u Ciebie zmiana. Oby tym razem to był strzał w dziesiątkę. :D
    P.c.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam podobnie, dlatego ciągle nie mogę się zdecydować co do osadzenia jej w Odnalezionych. Ogólnie w całej tej historii ciągle czegoś mi brakowało. Kiedy zbliżał się koniec, miałam nadzieję, że finał zapełni tę pustkę. Tak się, jednak nie stało. Mimo, że wszystko się wyjaśniło i zrozumiałam co kierowało bohaterami do takich, a nie innych decyzji i tak wydawało mi się, że coś tu nie gra. Mimo usilnych starań i poszukiwań, nadal nie wiem co to jest. W przyszłości zrobię powtórkę, jestem ciekawa czy wtedy coś odnajdę :)

      Usuń
  3. Sięgając po tę ksiażkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Po jej lekturze była oczarowana. Świetny warsztat pisarski oraz złożony portret psychologiczny głównej bohaterki to zdecydowane atuty tej powieści.
    Warto też wiedzieć, że pierwowzorem postaci Małgorzaty jest prawdziwa paryska kurtyzana, Marie Duplessis..

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jeszcze nie czytałam. Mam ją w domu, ale na razie odkładam ją na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń