niedziela, 15 czerwca 2014

Pieniądz ponad wszystko

SPOILERY!
Literatura jest piękna, choć nie każdy potrafi ją docenić. Zawsze znajdzie się ktoś kto uparcie będzie twierdził, że nie ma w niej nic wyjątkowego. Wtedy nie należy go winić, a podać do ręki "Przeminęło z wiatrem", a z pewnością jego pogląd się odmieni. 
Zagadka jej wyjątkowości i świetności, w końcu została przeze mnie rozwiązana, a jest nim tylko z pozoru delikatna i niewinna kobietka zwana Scarlett. Tak naprawdę to kobieta huragan. Silny, odważny charakter, którego pozazdrościć może jej nie jeden mężczyzna. Tylko ona potrafi wywołać w mieście ogromny zamęt i poruszenie. Tylko ona jedyna nie liczy się ze zdaniem innych. By osiągnąć swój cel, by zaspokoić swoje największe wymagania jest w stanie zrobić wszystko. 
Pośród wielu krytyków jej niegodnego wielkiej damy zachowania, jest on, Rhett Butler. Zepsuty, szczery łotr, który podobnie jak ona, dla zysku jest w stanie się posunąć do wszystkiego. W nim odnajduje powiernika jej największy tajemnic, brudnych, nieczystych myśli i sekretów jej czarnego charakteru. Tylko on potrafi odgadnąć jej prawdziwe intencje. Potrafi czytać z niej jak z księgi. 

"Gone with the Wind" (1939) 

Za ich burzliwą znajomością rozgrywa się prawdziwa walka o wolność, wolność dla Murzynów. Najazdy Jankesów, bitwy powodują, że już żadne miasto, a zwłaszcza Atlanta nie może czuć się bezpiecznie. Ograbione rodziny z kosztowności, dobytków, a nawet domów, dotyka szerzący się na wielką skalę głód. Nikt z Południowców go uniknąć nie może. Nawet wielka Scarlett. Od tej pory rozpoczyna się walka, walka o życie, w której nie ma miejsca na honor i miłość.

"Przeminęło z wiatrem" to książka przepełniona bólem i cierpieniem. Margaret Mitchell jedynie na początku pozwala nam posmakować lepszego życia mieszkańców Atlanty. Bale, wielbiciele. Wtedy jeszcze nie znamy Scarlett, jeszcze nie wiemy do czego tak naprawdę jest zdolna.
Przez całą książkę autorka bawi się moimi uczuciami względem głównej bohaterki. Podczas czytania byłam rozdarta na pół. Do końca nie wiedziałam, czy Scarlett była i jest potworem, czy tylko ciężkie przeżycia tak, a nie inaczej ukształtowały jej charakter, kierując w złą stronę. Do dzisiaj mam wielki dylemat i nie wiem co mam o niej sądzić. Wszystkie krzywdy, które wyrządziła, wszystkie dobre intencje i gesty, które popełniła nie dały mi jeszcze jednoznacznej odpowiedzi na to kim tak naprawdę była.
Rhetta natomiast było mi tylko szkoda.

Uważam, że tej książki nie można nazwać piękną historią o miłości. Ta miłość tylko pozornie szła z dwóch stron. Zaznała jedynie drobnych, niewielkich chwil szczęścia. Ciągle zadawała sobie ból. Samo zakończenie jest idealnym argumentem na to stwierdzenie.
Ahh to zakończenie. Rozdarło mi serce. Mimo tak wielu przeciwności losu, cierpienia zadanych sobie, chciałam żeby było dobrze, żeby się dobrze skończyło. Pani Mitchell dała jedynie płonne nadzieje na szczęśliwe zakończenie. Ja, jednak po słowach Rhetta wiem, że tym razem pozycja Scarlett w tej bitwie jest przegrana.
Było już za późno.
Wszystko przeminęło.
Przeminęło z wiatrem.
Książka idealnie pokazuje, że droga do pieniądza to droga do niczego. Rozglądajmy, pielęgnujmy to co nas otacza, to co jest dla nas ważne, gdyż później te wspomnienia, te piękne chwile będziemy mogli mieć ciągle przed oczyma. Osiągniemy wtedy pełnie szczęścia i życia.

Moja pierwsza książka "Odnaleziona"

8 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobała ♥ 
    SPOILERY!
    Scarlett, to tylko i wyłącznie ciężkie przeżycia tak ukształtowały jej charakter, gdyby nie one to wyszłaby sobie za mąż, postępując tak, jak radziły Ellen i Mammy. Jednak... wyszło jak wyszło, i to wszystko złożyło się na to, że wybuchła, zdjęła maskę. Nie, Scarlett nie jest potworem, jest kobietą, która wie czego chce i jak powiedziała, że to osiągnie, to to osiągnie, i jest straszną egoistką. Najlepsze będzie określenie, że ona jest z tych, którzy biorą życie za rogi.
    A Rhett... Nie potrafię jej wybaczyć tego, że była AŻ TAK ślepa. No, nie potrafię po prostu.
    I cieszę się, że chociaż Ty nie wierzysz w to szczęśliwe zakończenie. Bo ono jest niemożliwe. A i wiadomo, że by im nie wyszło. Chociaż na początku ktoś mnie uparcie przekonywał, że Scarlett zdołałaby przekonać Rhetta, aby wrócił, ale potem przeczytałam „PZW. Od bestselleru do filmu wszech czasów” i się dowiedziałam, że żadnej nadziei nie ma. Tobie też ją polecam, coś na kształt książki o książce i o filmie, bo biografia M. M. to to na pewno nie jest. ;>
    P.c.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie byłabym bardziej przychylna do Scarlett potwora. Przed wybuchem wojny robiła na złość wszystkim dziewczynom. Podrywała ich chłopaków i flirtowała z każdym. Całą pomoc jaką ofiarowała innym nie była z czystej empatii, a tylko i wyłącznie po to, aby podlizać się Ashleyowi. Dopiero śmierć jakiegoś człowieka otwierała jej oczy. Mimo nauczki i tak nie robiła cokolwiek w kierunku, żeby naprawić swój błąd. No ja uważam, że nie była do końca dobra.
      Książkę mam w planach, tylko jak na razie nie zamiaruję kupować. Może uda się wypożyczyć albo z kimś wymienić :)

      Usuń
  2. Aż wstyd się przyznać, ale nie przeczytałam dotąd tej książki. Mam ją cały czas w głowie, ale zawsze odkładam ją na później :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i mnie zawstydziłaś, bo ja jeszcze nawet nie myślałam, by się za nią wziąć. Te prawie 900 stron mnie odstrasza. Ale pocieszam się, że wolno to wolno, ale jednak poznaję klasykę i na "Przeminęło z wiatrem" tez przyjdzie pora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaję mi się, że te 900 czy 1000 stron mają znaczenie w zależności od czytelnika. Ja przeczytałam w 2,5 tygodnia co uważam za całkiem przyzwoity wynik, natomiast takiego "Bastiona" Kinga, który ma 1200 stron w dwa miesiące, więc uważam, że jest to znaczna różnica. "Przeminęło z wiatrem" czyta się w miarę szybko. Wydarzenia nie pozwalają na wzięcie głębokiego oddechu. Ja nie poczułam tej znacznej ilości stron, a wręcz przeciwnie. Chciałabym jeszcze trzeci (zawierający 500 stron) tom :)

      Usuń
    2. *stron, stron, stron, stron... Trochę za dużo tam tego słowa :P

      Usuń
  4. Uwielbiam film "Przeminęło z wiatrem" - kiedyś na pewno przyjdzie czas na przeczytanie książki :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooch, Przeminęło z wiatrem! Po przeczytaniu niemal rozdzierałam na sobie szaty, popłakując cicho i jednocześnie powarkując pod nosem.

    Za bardzo przywiązałam się do Rhetta i ciągle miałam nadzieję...

    OdpowiedzUsuń