czwartek, 17 lipca 2014

Po jednej książce, nic już nie jest takie same

Uwielbiam wakacje, podczas których to mogę robić (czytać) co tylko mi się podoba. Już od ich rozpoczęcia mocno zabrałam się za książki i w pewnym momencie stanęłam. Stanęłam w miejscu i nie mogłam nic ruszyć, a wszystko to trwa do dzisiaj. Nawet ukochana "Jeżycjada" mi "nie wchodzi". A to wszystko zaczęło się od ukończenia czytania "Morderstwa w Orient Expresie" Christie, które absolutnie mnie oczarowało, ale nie na tyle by wszystko inne dookoła tak mi obrzydło.
Chcąc przełamać ten kryzys czytelniczy zabrałam się za wychwalaną przez wszystkich "Jane Eyre". Spodziewałam się lektury na miarę "Wichrowych wzgórz", niestety gorzko się rozczarowałam. Chyba jak nigdy.
Długie opisy jakoś nigdy mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie dodawały uroku książce jak i fabule. W tym przypadku nie mogłam ich znieść, podobnie jak i narracji w pierwszej osobie. Książka jest aż do bólu nudna i zdecydowanie za długa. Uważam, że spokojnie można ją było skrócić do 300 stron (moje wydanie posiadało 606). Po za niezwykłą rozwlekłością i niezwykłym rozczarowaniu z mojej strony, ubolewam nad samą historią, która absolutnie mnie nie porwała. Nie wspomnę już nawet o początku, który zamiarowałam już kilka razy porzucić, jednak ciągle miałam nadzieję, że w jakikolwiek sposób akcja ruszy naprzód.
Samą Jane raz lubiłam, raz nienawidziłam, a nieraz mnie mocno denerwowała i nadal mam w stosunku do niej mieszane uczucia.
Książka niesie ze sobą wiele życiowych wartości, jednak moim zdaniem dobra powieść to taka, która zawiera w sobie wszystko. Dobrą treść, bohaterów, fabułę i przesłanie. "Jane Eyre" niestety, w moich oczach na to miano nie zasługuje. Po tak nieudanym spotkaniu z żalem i bólem odkładam książkę na półkę.
Aż się boję sięgać po "Vilette". Zamiaruję również dać sobie spokój z kupnem wszystkich powieści sióstr Bronte. 

9 komentarzy:

  1. Troszkę przykre jest, gdy rozczarowanie przychodzi nie z tej strony, z której byśmy się spodziewali, a książka która miała zachwycić - zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam (lub może miałam) w planach przeczytać tę książkę, ale po Twojej recenzji widzę, że może lepiej będzie jak sobie ją na razie odpuszczę... Skoro mam się męczyć, to wolę poczytać sobie, coś, co mnie wciągnie bez reszty ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm, ja i Jane mamy dość skomplikowaną relację, raz się lubimy, raz się nie lubimy, to zależy od mojego i jej nastroju. Czytając tę powieść, przyznaję, niespecjalnie mi się podobała, jednak teraz, w ogólnym rozrachunku, bardzo miło wspominam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojojoj... a mnie się ta książka tak bardzo podobała ^^ Zgodzę się tylko co do Jane, która czasem naprawdę była irytująca. Jednak historia, klimat, język Charlotte... To wszystko mnie oczarowało. Po "Villette" w takim razie nie radzę sięgać. Tam jest o wiele, wiele więcej opisów i o wiele mniej akcji. Chociaż ma taką aurę tajemniczości ^^
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, "Wichrowe wzgórza" lubiłaś, a "Jane Eyre" tak ci się nie spodobała? Dotąd myślałam, że twórczość Sióstr albo się lubi, albo nie. W takim razie nie mogę ręczyć za "Villette" czy "Shirley", a "Agnes Grey" to już z całą pewnością odradzam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och nie! Skoro tak się sprawy mają... proponuję obejrzeć najpierw ekranizację z 2006 roku, a potem przeczytać w oryginale. Myślę, że wtedy Jane ukarze się w całej wspaniałości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja polubiłam każdą stronę "Jane Eyre" i byłoby dla mnie wielką stratą, gdyby skrócić je o 300 stron...

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm. Raczej spotykałam się z pozytywnymi opiniami o tej ksiązce, którą miałam zamiar przeczytać. Twoja recenzje nieco mnie zasmuciła, ale szanuje Twoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś bardzo chciałam tę książkę przeczytać i przeczytałam :) Przypadła mi do gustu, ale raczej mam zamiar sięgać po książki Jane Austen :)

    OdpowiedzUsuń