środa, 24 września 2014

Kilka słów o filmie "Miasto 44"


Pójście do kina na "Miasto 44" było całkowicie spontaniczną decyzją. Nie zamierzałam nawet wybierać się na ten film, jednak w pewnym sensie nie miałam wyboru. Bilety bez mojej wiedzy zostały już zarezerwowane, a i ja ostatecznie stwierdziłam, że sprawdzę najnowszą polską produkcję. Z kina wyszłam wraz z mieszanymi odczuciami i absolutną pustką w głowie.

Seans rozpoczął się kilkoma informacjami od twórców filmu. Nie zabrakło również prośby o nie udostępnianie oraz pobieranie danego materiału, który kosztował zarówno wiele trudu i pracy jak i pieniędzy w niego włożonych. Czy wszystko było na darmo? Na to pytanie w przypadku polskiego kina historycznego nie można odpowiedzieć twierdząco. Jak wszystkim wiadomo filmy opowiadające o II wojnie światowej są chętnie oglądane przez Polaków. Każda nowa produkcja o tej tematyce rozpoczyna się zwykle huczną reklamą, premierą, a potem masową wędrówką wszystkich szkół licealnych i może gimnazjalnych do kin. Ja sama jestem tego idealnym przykładem, gdyż na film wybiorę się po raz drugi wraz z całą szkołą. Wydaję mi się, że o oglądalność twórcy nie bardzo muszą się martwić, bardziej powinni się obawiać wrażeń i opinii prosto po wyjściu z sali.


O czym "Miasto 44" tak naprawdę jest?
Muszę się przyznać szczerze, że sama do końca nie wiem. Nie potrafię znaleźć słowa na opisanie tego co znajduje się w tym materiale. Wiadomo, że o powstaniu warszawskim, II wojnie światowej i nieustannej walce, ale czemu jest on taki szczególny?
Po raz drugi powiem, że nie wiem. Doceniam, szanuję pracę jaką włożono do stworzenia tego filmu, jednak do końca nie jestem pewna, co tak naprawdę reżyser chciał uzyskać. Wszystko w tym filmie trwa zaledwie chwilę, akcja leci z niezawodną szybkością, bohaterzy, miejsca i uczucia znikają i pojawiają się na ich miejsce nowe. Nie mamy nawet szansy przystanąć zastanowić się, spojrzeć na to wszystko od innej strony, tylko przeskakujemy wraz z bohaterami z miejsca na miejsce. Ciężko było mi się wczuć w jakąkolwiek scenę czy sytuację, gdyż nie minęła chwila, a pojawiała się następna. Staram się zrozumieć szybki bieg wydarzeń przez pokazanie wszystkich aspektów powstania, jednak kosztem tego  zabrakło  uczuć oraz emocji. Nie mogę powiedzieć, że nie nie wstrząsnęły mną niektóre sceny, co to to nie, było ich nawet całkiem sporo, jednak zabrakło mi głębszych wątków związanych z bohaterami. Tak naprawdę mało co o nich wiemy. Brakuje między nimi jakiś więzi, a nawet chociażby konwersacji, których w filmie jest jak na lekarstwo. Sama główną postać w filmie ciężko zrozumieć, a chodzi mi głównie o jego rozterki miłosne.

Ton gruzów nie brakowało, jak i genialnej scenerii, jednak w niektórych scenach twórcy się kompletnie nie popisali. Zaliczono wiele wpadek z doborem aktorów. Wszyscy bez wyjątku piękni, dobrze zbudowani i zawsze czyści nie oddawali prawdziwego klimatu kryzysowej sytuacji tamtych czasów. Zabrakło informacji na temat sposobu zdobywania pożywienia oraz wody. Nie wyglądało nawet na to, aby odczuli jakiś szczególny ich brak z wyjątkiem jednej sceny w szpitalu. Niestety ale spotkało mnie również wiele absurdalnych scen, jak chociażby przeżycie (na kilka minut, ale jednak) centralnego strzału z czołgu. Natknęłam się również na żałosne i kiczowate spowolnienia oraz na scenę erotyczną z dubstepem w tle. Pomysł z współczesną muzyką nie byłby taki zły, gdyby miało to ręce i nogi. Przez cały film słyszymy piękne stare piosenki, aż tu nagle walą do nas ostrą, nowoczesną muzyką z kolejną żałosną sceną powstańców w tunelu, która bardziej nadawałaby się do Niezniszczalnych niż do "Miasta 44". 



Ogólnie z kina wyszłam nie do końca usatysfakcjonowana. Główny markotny i słaby bohater nie wzbudził we mnie żadnych emocji, nawet współczucia. Scenografia cudowna, jednak przyćmiona błędami reżyserów, którzy nie zwrócili uwagi na czyste ubrania powstańców, jak i makijaż u niektórych z nich. Nie zapomnę również o tych nieszczęsnych spowolnieniach, który zepsuły mi cały pozytywny obraz filmu. Ostatecznie, jednak uważam, że warto go obejrzeć. Ja mimo wszystko nie żałuję, mimo, że drobny niesmak pozostał. 

3 komentarze:

  1. Ja się do kina nie wybieram, nie mam za bardzo czasu. Ale jeśli będzie w telewizji, to obejrzę, z czystej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego ale na polskie filmy to do kina raczej nie chodzę. Ostatni raz byłam chyba z klasą w liceum.
    O tym filmie oczywiście słyszałam - trudno było nie słyszeć, ale ja także raczej obejrzę w telewizji jak będzie, a nie w kinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam dziś w kinie i film mną wstrząsnął, i wzruszył. Też napiszę o nim krótką notkę.

    OdpowiedzUsuń