sobota, 18 października 2014

Pozytywne wspominki cz.1


{źródło zdjęcia}

Milion blogów, milion dobrych i złych wspomnień. Jednak dzisiaj skupmy się jedynie na tych pierwszych, które ostatnio chodzą mi po głowie. Zaczęłam przypominać sobie dobre powieści polskich autorów, o których nie wspominałam u mnie na blogu, a które są tego warte. Staram się na wszelkie sposoby promować i przekonywać innych do naszej rodzimej literatury, gdyż nawet w Polsce zdarzają się prawdziwe perełki. Zapomniane przeze mnie, odżyły w moim sercu na nowo. O jakich mowa?

Dzięki kreatywie przypomniałam sobie o pewnej przeczytanej przeze mnie książce Małgorzaty Wardy, a mianowicie o powieści "Jak oddech", która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Tak bardzo mnie ta historia zauroczyła, że aż dałam 9 na 10 gwiazdek, całkowicie zasłużonych. Bardzo dobrze skonstruowana fabuła oraz portrety psychologiczne bohaterów. Naprawdę żałuję, że nie mogę do niej wrócić. Nie polecam jedynie osobom, które nie przepadają za otwartymi zakończeniami i tym, którzy nie lubię gdy coś nie jest powiedziane wprost. Cała reszta może śmiało sięgać z nastawieniem na dobrą, polską literaturę :)

Następne, chyba nie do zapomnienia cudowne serie Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk to "Cukiernia pod Amorem" oraz "Podróże do Miasta Świateł". Uwielbiam te dwie wspaniałe sagi rodzinne. Ciekawe, wciągające, absolutnie tobą manipulujące, gdyż nie raz rezygnowałam dla nich z rzeczy znacznie ważniejszych, po prostu cudowne. Serdecznie polecam tym, którzy nie znają, a tym którzy poznali, polecam przeczytać kolejny raz :)

Bardzo mało znana książka, jednak tym przeze mnie jeszcze bardziej ukochana. Odkryłam ją w cudownych, beztroskich latach dzieciństwa, gdzie ciągle buszowałam między półkami biblioteki i szukałam coś dla siebie, aż w końcu odnalazłam tą z pozoru zwyczajną książeczkę, a jak się później dla mnie okazało, absolutnie ważną historię. Piękne wspomnienia. Chciałabym do niej wrócić...

Przedstawiłam wam moją trójkę, przyjemnych wspomnień. Część druga już niedługo. Musiałam się odezwać, chociaż na chwilę. Wiem, że to niewiele, ale być może, niedługo będzie stać mnie na więcej. Jak na razie rozkoszuję się "Traktatem o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego i "Stu latach samotności" Marqueza. "Marynarka" Tomaszewskiego niby jest, a jednak jej nie ma. Przyznaję, że ciężko czyta się na telefonie... Staram się, ale czy wyjdzie. Nie obiecuję. Lecę zażyć ostatnich wolnych chwil :)

PS: Obejrzałam ostatnio GNW i zastanawiam się czy napisać coś o moich wrażeniach z seansu. Czy chcielibyście coś takiego przeczytać, bo zauważyłam przesyt recenzji w blogosferze na temat tego filmu.

PS2: Znacie jakiś ciekawy blog skupiający się jedynie na filmach polskich bądź czarno-białych? 

2 komentarze:

  1. Nie czytałam żadnej z wymienionych przez Ciebie książek, ale koleżanka od dłuższego czasu namawia mnie na "Cukiernie pod Amorem" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam książki Janiny Zającówny i nawet o niej nie słyszałam. Muszę nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń