poniedziałek, 20 października 2014

Zachwycać czy się nie zachwycać? ("Sto lat samotności")


...czyli co nie co o wędrówce w poszukiwaniu własnego zdania na temat pozycji Gabriela Garcii Marqueza. 
Tytuł notki idealnie oddaje moje emocje po przeczytaniu powieści Gabriela Garcii Marqueza. Dlaczego? Dlatego, że ludzie mówią krzycz, zachwycaj się, a ja wcale nie mam ochoty tego robić. Natknęłam się na bardzo wiele opinii na temat tej książki i praktycznie wszystkie były pozytywne i wychwalały niesamowity kunszt autora. Ja jestem sceptycznie do niej nastawiona. Nie mogę powiedzieć, że mi się podobała, bo byłoby to kłamstwem, jednak jest w niej coś co przyciąga jak magnez i nie odpuszcza do ostatniej strony. Co? A fakt, że autor całą tą historią do czegoś zmierza. Do czego? I tutaj sama powinnam siebie sprawdzić.

O czym sama książka jest?
"Sto lat samotności" opowiada o rodzie Buendiów, od samego początku do samego końca jego istnienia (wielki wdech). Czy to już jest spoiler? Mam nadzieję, że nie. Miejscem zamieszkania rodziny jest tajemnicza wioska Macondo, o której nie mamy zbyt wielu informacji. Praktycznie możemy jedynie domyślać się, gdzie tak naprawdę się ona znajduje. Czas akcji również nie jest nam znany. Natomiast mamy okazję zapoznać się z każdym z członków wielkiego rodu i śledzić losy każdego z osobna. W książce znajdziemy również Cyganów, a zwłaszcza Melquiadesa, który zasieje główne ziarenko niepokoju w rodzie Buendiów. Tajemnicze pergaminy, przepowiednia, a raczej klątwa wywoła niepokój wśród całej rodziny i sprowadzi do pewnej powtarzalności w podejmowaniu ich decyzji oraz wyboru partnerów na całe życie.

Niepokój udzielił się nie tylko rodzinie, ale również mnie, gdyż nie do końca wiedziałam do czego autor zmierza. Co nie co się domyślałam, jednak chciałam zinterpretować całość na własny sposób. Zakończenie nie wbiło mnie w fotel, aczkolwiek rozjaśniło wszystko w mojej głowie. Strach i samotność bohaterów w końcu stała się jasna. Samotność w powieści miała różne oblicza, co możemy zaobserwować w poszczególnych osobach z rodu. Sam autor podkreśla to w ważnych życiowych momentach bohaterów. W książce możemy znaleźć liczne nawiązania do Biblii jak, chociażby sam początek porównywalny do świata stworzonego przez Boga. Całość wiążę się z zastosowaniem przez autora fantastycznych wstawek do życia codziennego Buendiów. Rozmowa z duchami swoich krewnych, nie robi wielkiego zaskoczenia na pozostałych członkach rodziny.

Gdybym miała sama ocenić tę książkę, miałabym z nią naprawdę duży problem, bo tak właściwie nadal nie wiem co dokładnie o niej sądzić. Po skończeniu totalna pustka, teraz totalna pustka. Koniecznie będę musiała do niej wrócić, jednak za jakiś czas. Być może jeszcze coś ukształtuje się w mojej głowie, a wtedy z pewnością o tym napiszę, jednak jeszcze nie teraz... Jeszcze nie jest czas. 

9 komentarzy:

  1. Od dawna mam ochotę przeczytać tę książkę, ale jak dotąd nie miałam jeszcze okazji po nią sięgnąć. Bardzo już bym chciała wyrobić sobie własne zdanie na jej temat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No szczerze, to mnie nie zachwyciła, bo realizmu magicznego jakoś nie potrafię "udźwignąć". Ale - dla niektórych pozycja kultowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teoretycznie lubię realizm magiczny, podobało mi się "Miłość w czasach zarazy", choć wzbudziła we mnie nieokreślone uczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Miłość w czasach zarazy" mimo, rozczarowania tą pozycją zamierzam przeczytać. Może ona ukształtuje moje zdanie na temat realizmu magicznego jak i na temat twórczości Marqueza. Jak na razie dam sama sobie czas.

      Usuń
  4. I ja po przeczytaniu Twojej recenzji nie wiem, czy czytać, czy też nie. Jakoś mnie do niej nie ciągnie, ale kto wie z czym przyjdzie mi się zmierzyć w przyszłości? Tak w ogóle, to ciesze się, że natknąłem się na Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marquez jest szanowanym na świecie pisarzem, a jego powieści należą do klasyki gatunku, dlatego uważam, że warto mieć własne zdanie na jego temat oraz poznać jego twórczość. Przyznam się szczerze, że nie żałuję, a swoje niezdecydowanie i kompletną pustkę zamierzam zapełnić innymi powieściami np. "Generałem w labiryncie".
      Jak miło :) Witam nowego Gościa :)

      Usuń
  5. Czytałem go przed laty jeszcze w szkole, tak że nic już dzisiaj z Marqueza nie pamiętam oprócz zdziwienia, że tak wszyscy twierdzą, że trudny a tymczasem czyta się go jednym tchem.
    Jeśli dostrzegasz w "Stu latach ..." to "coś co przyciąga jak magnez i nie odpuszcza do ostatniej strony" to znaczy, że można się nimi zachwycać mimo, że nie da się o książce powiedzieć, że jest ładna albo fajna :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu odniosłam to samo wrażenie. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

      Zastanawiam się właśnie z czego to wynika. Może z mojego braku dojrzałości albo obycia czytelniczego? Irytuje mnie brak konkretnego zdania na jej temat.

      Usuń
  6. Ja z tych, których zachwyciła :) Albo trafiłam na dobry moment, albo to po prostu książka dla mnie :) Uwielbiam, czasami cytuję z pamięci i na pewno jeszcze wiele razy przeczytam na nowo :)

    OdpowiedzUsuń