wtorek, 16 grudnia 2014

W baśniowym klimacie... ("Łowy" E. Kiereś)



Z pewnością każdy kto skończył gimnazjum słyszał, a nawet może czytał balladę Adama Mickiewicza pt. "Świtezianka". Magiczna opowieść o chłopaku i tajemniczej wodnej nimfie jeziora Świteź, podbiła moje młodzieńcze serce. Do dzisiaj pamiętam te niesamowite lekcje, podczas których omawialiśmy to świetne dzieło. Wkręciłam się w tę historię na tyle, że sama wykonałam komiks na podstawie "Świtezianki". Po prostu zakochałam się w tej balladzie, jednakże to nie o niej będzie dzisiaj mowa, a o książce dla dzieci, która urzekła mnie całą sobą. 

Emilia Kiereś to nieznana w naszym kraju pisarka, a to trochę dziwne, gdyż jest ona córką sławnej Małgorzaty Musierowicz. Bardzo spodobało mi się podejście pani Emilii, która nie stara się na siłę znaleźć w świecie literatury za sprawą dobrego nazwiska, a na własną rękę pragnie odnieść sukces. Na okładkach jej książek nie znajdziemy wielkimi literami z milionem wykrzykników zdań mówiących o tym, że jej matką jest autorka "Jeżycjady". Na próżno szukać jakichkolwiek na ten temat informacji, co według mnie bardzo dobrze świadczy o pani Kiereś. 

Na Targach Książki w Łodzi na stoisku Akapit Press zakupiłam jedną z pozycji tej autorki tylko ze względu na opinię, która mnie poruszyła i wręcz zmusiła do zapamiętania tego tytułu. Już od dawien dawna przymierzałam się do przeczytania "Łowów", jednak zawsze coś stawało mi na drodze  do zamówienia tej pozycji. Teraz już mogę zachwycać się nią bez końca. 

Fabuła "Łowów" oparta jest na wspomnianej już przeze mnie balladzie. Autorka zgrabnie i ciekawie wprowadza nas do baśniowej historii Franciszka. Niesamowity klimat oraz tajemnica wciągają w wir smutnych, ale też i trochę strasznych wydarzeń. Od książki nie sposób się oderwać. Mimo świadomości jak całość się zakończy, czytałam powieść z wypiekami na twarzy. Dodatkowe elementy oraz symbolika sprawiły mi niemałą frajdę. Książkę pięknie dopełniają cudowne ilustracje, w które można wpatrywać się godzinami.

Zaskoczyło mnie umieszczenie w książce prawdziwych postaci, czyli Maryly Wereszczakówny oraz jej brata Michała. Ciekawym i uważam, że słusznym rozwiązaniem było umieszczenie treści "Świtezianki" na samym końcu powieści, co pewnie pozwoliło młodszym czytelnikom zrozumieć co tak naprawdę wydarzyło się z bratem Franciszka.

Mimo, że książka napisana jest głównie z myślą o dzieciach, to muszę przyznać, że ja świetnie się przy niej bawiłam i nie żałuję spędzonego czasu. Prosty język niespecjalnie mi przeszkadzał. Czułam baśniowy klimat, który pokochałam od pierwszych stron. Bardzo żałuję, że książka jest tak mało znana, uważam, że zasługuje na więcej uwagi. Może nie jest dla każdego, jednak każdy kto lubi "Świteziankę" Mickiewicza koniecznie powinien po "Łowy" sięgnąć. Z pewnością wrócę do niej nie raz, a nuż może za którymś razem wyląduje do szufladki "ulubionych"? Bardzo możliwe. 
[źródło obrazka]

3 komentarze:

  1. Uwielbiam tę balladę Mickiewicza :) O "Łowach" nie słyszałam, ale widzę, że będę musiała się rozejrzeć za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest rzeczywiście mało znana, ja o niej nie słyszałam. Chętnie zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei za tą balladą Mickiewicza nigdy nie przepadałam, a i książka, o której piszesz, nie wzbudziła we mnie większego zainteresowania. Nie moja tematyka, po prostu.

    OdpowiedzUsuń