piątek, 9 stycznia 2015

Tolkien dla młodszych ("Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkiena)


Bardzo długi czas czekałam na moment, w którym będę mogła zanurzyć się i wyruszyć w wyprawę razem ze znanym i ostatnio popularnym Bilbo Bagginsem w nieznane. Mogę z ręką na sercu rzec, iż była to myśl priorytetowa na 2015 rok. Z planów zwykle nic nie wychodzi, chyba że wyznaczysz sobie konkretny cel. W przypadku "Hobbita" nie było tak jak z odchudzaniem i o dziwo, postanowiłam bardzo szybko się za niego wziąć, co będę chyba w dzisiejszym poście powtarzać w nieskończoność, zaskakuje mnie. Kiedy książka urzeczywistniła się na moich oczach, w postaci egzemplarza koleżanki, nie warto było zwlekać. Po lekturze stwierdzam, iż była to naprawdę zacna przygoda. 

Nie wiem, czy kiedykolwiek wzięłabym się za papierową wersję "Hobbita", gdyby nie jego ekranizacja podzielona aż na 3 części. Przed przeczytaniem nie wyobrażałam sobie jak można rozciągnąć 300 stron do 8 godzinnego filmu. Historię poznałam i nadal sobie tego nie wyobrażam, jednak mam nadzieję, że wkrótce będę miała okazję się o tym przekonać. 

Wracając, jednak do tematu dzisiejszego posta, którego zdecydowanie nie jest film, a książka, chciałabym wam powiedzieć, że nie wywołała ona u mnie jakiś skrajnie, wielkich emocji, jakich się spodziewałam, tak jak to było w przypadku pierwszej części "Władcy Pierścieni". Mogę śmiało powiedzieć iż jest ona dobra, a nawet bardzo dobra, jednak nic po za tym. Nie poczułam tej magii. Cały ten fantastyczny świat, jaki wykreował Tolkien nie urzekł mnie, na tyle bym miała wymyślać pieśni na jego cześć. Doceniam, szanuję, a nawet podziwiam za Hobbity, Krasnoludy, całe Śródziemie, jednakże przedstawienie tego wszystkiego zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu w "Władcy Pierścieni'. Tutaj, jakby samego tego świata było znaczniej mniej, nad czym trochę ubolewam. Bardzo, natomiast spodobały mi się kreacje bohaterów. Zarówno ich wygląd, charakter, jak i zwyczaje. Śródziemie zbudowane od samego początku, co tyczy się kultury, stereotypów oraz rozmieszczenia ludności w świecie, genialne, chociaż jak już wspomniałam, w trylogii dogłębniejsze. 

Bardzo podoba mi się w całej "Śródziemnej" twórczości Tolkienia to, że wątki ściśle się ze sobą łączą. Zarówno, jeśli chodzi o trylogie, jak i o "Hobbita". Przykładem może być postać Gandalfa, bądź wątek magicznego pierścienia. Tolkien stworzył powieść ponadczasową, która znalazła się już w kanonie lektur literatury światowej, którą koniecznie trzeba poznać. Ja spędziłam z nią miło czas. Uważam, że jest warta przeczytania, jednak nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, że myślę już tylko o tym kiedy do niej wrócę. Przyjemnie mi się ją czytało. Teraz pozostały mi już tylko filmy. Może dzięki nim zmienię do niej stosunek? 

6 komentarzy:

  1. "Hobbita" czytałam dawno temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobał :) A jeśli chodzi o ekranizacje, to ja również uważam, że rozciągnięcie tej książeczki na trzy filmu to trochę za dużo, choć całkiem nieźle to wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Hobbita" dwa razy. Raz jako dziecko i wtedy byłam pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Po drugim czytaniu, ładnych parę lat później, oczarowanie trochę osłabło.Niemniej jednak nadal zachwycam się Śródziemiem i różnorodnością stworów występujących w nim. Niezwykle ciekawe zostało to przedstawione w ekranizacji "Hobbita', co jest jej wielkim i zasadniczym plusem, bo już rozciąganie tej historii na 3 części było, w mojej opinii, błędnym posunięciem, bo wymagało użycia i wprowadzenia "czasowych zapełniaczy", wątków, które w powieści nie występują i które do niej - nie oszukujmy się - nie pasują. Na ale cóż, jak widać, komercja i zyski są ważniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  3. Też jestem zaskoczona, że z jednej książki zrobili trzy filmy. Po książkową wersję "Hobbita" sięgnęłam jakiś czas po premierze pierwszego filmu (choć żadnego jeszcze nie obejrzałam), jednak i mnie jakoś nie urzekł wykreowany przez Tolkiena świat. Było po prostu miło. Było to jednak moje pierwsze spotkanie z autorem, więc może przy "Władcy Pierścieni" ulegnie to zmianie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo miło wspominam tę książkę, podobała mi się bardziej niż "Władca Pierścieni". Masz rację z tym, że trzy filmy na jej podstawie to lekka przesada :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyka to nie moja bajka literacka, więc jakoś nie potrafię się zmobilizować do przeczytania książki. Za to (ze względu na męża), widziałam filmy. Całkiem fajnie mi się oglądało, ale jednak wolę "Władcę pierścieni".

    OdpowiedzUsuń
  6. Może w tym roku w końcu przebrnę przez tolkienowskie książki :)

    OdpowiedzUsuń