niedziela, 22 marca 2015

Czerwona królowa podbija świat!

Dzisiaj opowiem wam co nie co o książce, która podbiła cały świat na długo przed jej wydaniem, na którą nawet ja się skusiłam, mimo że tego typu lektur nie tykam.
W czym tkwi jej magia? Czy "Czerwona królowa" w rzeczywistości w ogóle tę magię posiada?

Koneserką dystopii, czy literatury młodzieżowej nie jestem, ale od czasu do czasu sięgam po jakieś dobrze zapowiadające się historie. "Czerwona królowa" to bardzo dobrze zrobiony medialny szum, który objął swoją tajemnicą cały świat. Wiele osób z wręcz agresywną niecierpliwością oczekiwało premiery tej książki. Ja nie byłam tą osobą, jednak nie mogę powiedzieć, byłam bardzo ciekawa tej pozycji. Skusiłam się na nią przy okazji. W twardej oprawie z obwolutą prezentuje się zachwycająco. Jeśli macie bzika na punkcie estetyki, to gorąco wam polecam limitowane wydanie. Różnica wynosi tylko pięć złoty, a posiadanie takiego cudeńka jest bezcenne. 

Świat stworzony przez Victorię Aveyard podzielony jest na Czerwonych i Srebrnych. Dlaczego? Różnica tkwi w kolorze krwi, ale nie tylko. Srebrni posiadają dodatkowo unikalne zdolności, które czynią ich bardziej wyjątkowymi od zwykłych ludzi. Uważają się za lepszych. Sprawują władzę w społeczeństwie, a innych od siebie traktują z pogardą i wyższością.  Mimo terroru Czerwoni zostają zmuszeni godzić się na takie życie. Wyjątkiem jest Mare, która pragnie za wszelką cenę zdetronizować Srebrnych i zaprowadzić pokój na świecie.

Może opis nie brzmi obiecująco, ale pozytywne przedpremierowe recenzje popchnęły mnie do kupna tej książki. Czy żałuję?
Nie wiem do końca jak mam to określić. "Czerwona królowa" to zdecydowanie nie jest zła pozycja. Nie mogę też powiedzieć, że jest typowym średniakiem, gdyż ma w sobie dobrze rozbudowaną fabułę, wnikliwe opisy relacji między bohaterami oraz zarysu konfliktu społecznego, jak i ciekawe portrety psychologiczne głównych postaci. Boli natomiast brak oryginalności. Z daleka czuć inspirację popularnymi, odnoszącymi sukces dystopiami. Mamy okazję poznać namiastkę "Igrzysk śmierci", "Niezgodnej", jak i "Rywalek". Strasznie rzuca się to w oczy. Mogę się założyć, że gdyby "Czerwona królowa" wyszła przed wymienionymi przeze mnie wyżej pozycjami, osiągnęłaby jeszcze większy sukces.



Akcja jest bardzo dobrze poprowadzona oraz opisana. Nie znajdziemy w niej dłużyzn oraz niepotrzebnych wątków. Mimo, że jest ona dość przewidywalna, to jestem usatysfakcjonowana zakończeniem, które zaostrzyło mój apetyt na następną część. Bohaterów polubiłam, kreacje przypadły mi do gustu, oprócz dość przerysowanej Królowej. Denerwowały mnie też niektóre zachowania bohaterów, jak np. chichotanie osiemnastoletniego chłopaka. Autorka posłużyła się również zabiegiem bezgranicznego farta. Nie raz główna bohaterka wyszła z opresji dzięki niesamowitemu szczęściu, choć też nie zawsze. Całość opisana jest przystępnym, prostym i przyjemnym w odbiorze językiem, przez który książkę możemy czytać nawet cały dzień. 

"Czerwoną królową" poleciłabym zdecydowanie fanom gatunku, lecz nie tylko. Jeśli akurat macie ochotę na dystopijną historię to serdecznie zachęcam do przeczytania. Z pewnością przypadnie wam do gustu. Ja lekturą jestem usatysfakcjonowana i wprost nie mogę się doczekać następnej części :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz