piątek, 13 marca 2015

Kiedy ulubieńcy rozczarowują...

Grrrr... W dzisiejszym poście poleje się krew, ponieważ opowiem wam trochę o moich wrażeniach z "Fortuny i namiętności" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, która krótko mówiąc zawiodła. Zawiodła na całej linii. 


Nie będę ukrywać, że czasami w gorsze dni wolę sięgać po lżejszą literaturę. Niewątpliwie pióro pani Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk zwykle mnie wciągało i relaksowało, pozwalało zapomnieć o dotychczasowych problemach. W przypadku jej najnowszej powieści było zupełnie inaczej. 

Zacznę może od tego, że "Fortuna i namiętność" to zupełnie nowa seria, która w żaden sposób nie łączy się ze swoimi poprzedniczkami. Nie spotkamy tutaj starych przyjaciół. Autorka postawiła na XVII w. i dość specyficznych bohaterów. Zofia cicha i spokojna wdowa, z dwójką dzieci, niepotrafiąca poskromić swoich żądzy Cecylia oraz dość blade postacie męskie, czyli Kacper Hadziewicz oraz zbójca Bartek Rabiński. Nie będę tutaj przytaczać dość zawiłych między nimi relacji, gdyż zajęłoby mi to z dobrych kilka stron, mogę jedynie śmiało zdradzić, że prowadzą one do zamkniętego koła, które z każdą kolejną stroną traci sens. Tłem dla głównych bohaterów są wydarzenia historyczne, czyli śmierć Augusta II i wolna elekcja. 

Jeśli chodzi o realia historyczne, to uważam że są one bardzo dobrze zachowane, natomiast mocno kuleje wątek obyczajowy. Nie raz i nie dwa obchodziłam się z niesmakiem na poczynania głównych bohaterów, których perypetie chyba były inspirowane popularnymi w dzisiejszych czasach erotykami. W przypadku tej książki takie sceny oraz opisy są absolutnie zbędne, a kreowanie głównej bohaterki na wiecznie niewyżytą ladacznicę kompletnie mi do całości nie pasuje. Ubolewam również nad postaciami męskimi, których autorka kreowała na zimnych, niebezpiecznych i uwodzicielskich buntowników, a wyszli na żałosnych drani, bez cienia charakteru. Te dwie osoby były dla mnie tak bardzo do siebie podobne, że po dłuższej przerwie zapominałam, który jest kim. Strasznie zgrzytało mi wspomniane już przeze mnie zamknięte koło. Jeden zakochał się w pierwszej, a ona kochała drugiego, tego pierwszego kochała druga, a drugą kochał trzeci, a trzeciego kochała pierwsza. Logiczne prawda? Może z zamkniętym kołem przesadziłam, bo tak naprawdę ta pierwsza nie kochała tego trzeciego. Nazwałabym to raczej nieznośną prostą. 


Pozytywnym aspektem tej książki jest lekki i przyjemny styl pisarski autorki, jednakże przez słabą fabułę, czyta się ją dosyć opornie. Całość utrudnia archaizacja języka, która momentami mocno mnie irytowała i dodatkowo utrudniała przebrnięcie przez strony. Nie raz zdarzało mi się pomyśleć o tym, jak dobrze byłoby tę książkę już skończyć. Z przykrością stwierdzam, iż po jej przeczytaniu, poczułam ulgę. 

Najnowsza powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk nie spełniła żadnych moich oczekiwań. Liczyłam na godną następczynię mojej ukochanej Róży, ale niestety pomyliłam się. "Fortuna i namiętność" to książka z nijaką fabuła i ciekawym historycznym tłem. Na mnie zrobiła bardzo słabe wrażenie, nie jestem pewna jak to będzie z wami, gdyż wiele czytelniczek, uważa ją za dobrą lekturę. Cóż... Wybór pozostawiam wam. Ja czuję się strasznie źle, z faktem iż jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier jest aż tak bardzo słaba. Zastanawiam się czy brać się za następną część, której premiera będzie miała miejsce w 2016 roku... Będę musiała to jeszcze przemyśleć. Tymczasem postaram się zmazać złe wrażenie "Czerwoną królową" Victorii Aveyard. Mam nadzieję, że ona mnie nie zawiedzie ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz