piątek, 3 kwietnia 2015

Zabić drozda

Calutką noc myślałam, co o tej książce napisać, aż w końcu doszłam do wniosku, że napiszę szczerze, prosto z serca, to co czuję. Zapraszam. 

Głowiłam się głównie nad tym, jak najodpowiedniej ująć w słowa to co myślę, jednocześnie nie podpadając fanom tej powieści. Najpierw zastanawiałam się co pięknego o niej napisać, bo nie przeczę, że cudowna jest, ale niestety nie wzbudziła we mnie takiej fascynacji, jak u innych. Z pewnością arcydziełem mojego życia nie będzie, ale szanuję i doceniam tę historię. Momentami sama popadam w zachwyt nad jej genialnością, ale to nie jest do końca to czego oczekiwałam. 
Dzisiaj nie będę rozwodzić się na tym czy ta książka jest dobra, czy nie, a nad tym jak wpłynęła na moje życie i czy znajdzie się na liście powieści dla mnie najważniejszych. 

Uroku całej książce dodaje narracja kilkuletniej dziewczynki. Jest ona obserwatorką większości wydarzeń. Poznajemy zwyczaje społeczeństwa oczami dziecka. Poddaje wątpliwości ich decyzje oraz zachowania. Zastanawia się nad logiką ich działań, których często nie rozumie. Z pomocą rozwiania wszelki kołujących ją myśli przychodzi jej ojciec, Atticus, najciekawsza postać całej książki. Czasami może liczyć również na swojego brata, Jema, towarzysza zabaw i zarazem najlepszego przyjaciela. Dziewczyna ufa mu bezgranicznie i bardzo dobrze wie, że może mu powiedzieć wszystko. 

Dotychczasowe życie przerywa proces ciemnoskórego mężczyzny, którego oskarżono o gwałt na białej kobiecie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby fakt, iż obrońcą przestępcy jest sam Atticus. Zostanie poddany poważnej próbie zarówno przed społeczeństwem jak i samym sobą. 


Mimo, że rasizm nadal jest wszechobecny w naszych czasach, to nie może się równać z tym, jaki był 60 lat temu. Segregacja rasowa a Ameryce nie była czymś nadzwyczajnym. Ludzi o ciemnym kolorze skóry nie traktowano z szacunkiem, uznawano ich za gorszych od całej reszty, nadających się tylko prac fizycznych. Gardzono nimi i poniżano ich. W rzeczywistości różnili się od nas tylko kolorem skóry. W dzisiejszych czasach nie wyobrażam sobie dyskryminowania innych tylko ze względu na ten jeden mały szczegół. Nie wyobrażam sobie w ogóle źle traktować kogokolwiek. Harper Lee swoją powieścią przypomina nam, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy majątek. Wychowuje nas, tak jak Atticus Jema i Jean Loius. Jego słowa jak najbardziej do mnie przemawiają, trafiają w samo sedno. Będę je cytować i czerpać z nich inspirację, wracać i przekazywać dalej. Choćby dla nich, warto książkę przeczytać. Dla tych trafnych, cudownych zdań, dzięki którym nieco przejrzałam na oczy. 

"Zabić drozda" słusznie znalazła swoje miejsce w kanonie literatury światowej. Jest to ten typ książki, który zawstydza, pokazuje nasze niedociągnięcia, braki, nad którymi musimy jeszcze popracować. Zmuszają do refleksji i co najważniejsze zmieniają nas, wewnętrznie. Piękna i zarazem inteligentna powieść, z którą warto się zapoznać. Książkę oceniam wysoko, doceniam i szanuję, jednak nie zostanie ona arcydziełem mojego życia, ponieważ nie wywołała we mnie takich obrażeń, jakich się spodziewałam. Zbyt delikatna, zbyt grzeczna? Mam wrażenie, że w jakiś sposób to wszystko za bardzo zostało owiane mgłą. Nie brak jej dosadności, ale brak mocy, która uderza od pierwszych stron. Na długo zapamiętam tę powieść, może nawet kiedyś sobie ją jeszcze powtórzę, jednakże, nie czuję by była ona tą jedyną. Ląduje w Inspiratorach, Odnalezionych, ale nie w najważniejszych. 

1 komentarz:

  1. Szczerze mówiąc, to mnie zaskoczyłaś, że ta książka ma taką tematykę. To mój must read od lat. Musze przeczytać.

    OdpowiedzUsuń