piątek, 8 maja 2015

Trochę o emocjonalnych "Dzieciaczkach"



Katarzyna Michalak już od kilku lat zaskakuje mnie swoją niezwykłą pisarską wydajnością. Sama szczyci się ilością wydanych książek i nie dopuszcza do siebie myśli by ktokolwiek w jakikolwiek sposób mógł je skrytykować, ponieważ są świetne, koniec i kropka. Mogłoby się wydawać, że przełomowym momentem będzie bunt faneczek autorki po wydaniu fatalnego "Czarnego księcia", który nawet im nie przypadł do gustu, jednak pani Michalak postanowiła ukryć fakt istnienia tego niesamowitego dzieła kolejną zbliżającą się premierą, a jak za wiele o księciuniu do powiedzenia nie miała po premierze i pierwszych recenzjach, tak nadal nie ma. Jednak to było rok temu, a w 2015 możemy na blogu autorki poczytać o kolejnych wydawniczych planach, którym nie ma końca (a szkoda). Niedawno miała miejsce premiera jej najnowszej powieści, a mianowicie "Nie oddam dzieci!", którą sama nazwała najbardziej poruszającą książką w jej dorobku. Okrzyknięta bestsellerem na tydzień przed premierą powiastka KejtEm PODOBNO wzrusza i zmusza do refleksji, a oczywiście ja, chcąc się o tym przekonać skusiłam się na przeczytanie jej "najmłodszego dzieciątka". Cały czas zadaję sobie pytanie, kto pozwolił na wydanie czegoś tak obrzydliwego...
Zacznę może, jednak od samego początku tej niesamowicie wzruszającej przygody. Książka, o dziwo, jak wiele innych rozpoczyna się prologiem, jednak co zaskakujące prolog to nic innego jak streszczenie całej historii. Trochę nie rozumiem tego kroku. Autorka chciała nas emocjonalnie przygotować przed "mocną" lekturą? Czy ewidentnie odebrać nawet najmniejszą szansę samej sobie na momenty zaskoczenia? To pozostanie chyba już do końca moich dni wielką zagadką. Idealny temat na lekcje języka polskiego. Co przez to chciała nam powiedzieć autorka? Może miała w tym jakiś wyższy cel? 

Pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi, idę dalej i zagłębiam się w tę jakże uroczą obyczajówkę. Poznajemy Michała, znanego i szanowanego lekarza oraz resztę jego pięknej rodzinki, żonę Martę w 8 miesiącu ciąży oraz 3 dzieci, Zbysia, Antosia i Maję. Mogłoby się wydawać iż jest to idealny przykład szczęśliwej i kochającej się rodziny, jednak jak się okazuje i taka ma swoje ciemne strony. Marta nie potrafi znieść ciągłych nieobecności w swoim życiu Michała, który całe dnie spędza w szpitalu. Nachodzą ją każdego dnia złe myśli. Nie potrafi pogodzić się z tym, jak mało ważna stała się dla swojego męża. Nawet ostra kłótnia nie zmienia jego nastawienia. Dopiero nieszczęsny wypadek uświadamia go, jak wiele stracił. Wcześniej, jednak poznajemy na zmianę rozpieszczonego, psychola, syna polityka, Alfreda, który uwielbia znęcać się nad wszystkim co się porusza, a żeby tego było mało kocha alkohol, narkotyki i szybką jazdę beemicą swojego tatusia oraz przewoźnika koni, Tadeusza,  który po za pozycją społeczną nie różni się niczym od Alfreda, może jedynie tym, że w niektórych momentach przejawia jakieś ludzkie uczucia oraz wyrzuty sumienia. Ich losy, jak już pewnie wiecie splotą się i będą miały "nieprzewidywalne" skutki.

Skoro o bohaterach już zaczęłam, to dokończę ich jakże niezwykle skomplikowane portrety psychologiczne. O Marcie szczególnie nie będę się rozpisywać, gdyż jak już pewnie się domyśleliście, ginie w wypadku samochodowym wraz ze swoim trzyletnim synkiem Antosiem. Pomińmy fakt, iż od dłuższego czasu zastanawiała się nad odejściem od Michała, a w ostatnich chwilach swojego życia się rozmyśliła i "wszystko zostało wybaczone". Nie wiem co jest bardziej absurdalne. Fakt iż chciała zostawić dobrego, dobrze zarabiającego mężczyznę, którego kochała, czy refleksja 30 minut przed wypadkiem. Szkoda, że śmierci swojego synka jak i swojej nie przewidziała...
Doszliśmy w końcu do tego momentu kiedy muszę wam powiedzieć, że w książkach Katarzyny Michalak wszystko jest albo bardzo dobre, albo bardzo złe. I tak się ma też sprawa z bohaterami.
Zdecydowanie autorka kreowała Michała na postać z tej pierwszej kategorii, jednak jak to zwykle bywa ze mną i jej powieściami, uczucia miała wręcz odwrotne do zamierzonych. Mimo usilnych starań pisarki, abym Michała polubiła i kibicowała mu z całego serca, ja nie byłam do niego przekonana, a zamiast współczucia, czułam obojętność. Podczas decydującej rozprawy bardzo, bardzo nie chciałam by tak nieodpowiedzialny mężczyzna wychowywał dzieci.
Następnie mamy Alfreda oraz Tadeusza z kategorii złych, nielubianych bohaterów, którzy biją, gwałcą i zabijają bezbronne kobiety z dziećmi i nieletnie dziewczyny. Dżizas. Ich charaktery były tak wyolbrzymione, karykaturalne, że aż mało wiarygodne. Ja naprawdę wierzę, pff wiem, że istnieją ludzie, którzy uwielbiają znęcać się nad zwierzętami, albo nadużywają alkohol i narkotyki, ale nie wierzę, że jeden człowiek skupia w sobie aż tyle zła. AłtorKasia postanowiła wpakować wszystko do jednego wora i jeszcze bardziej podkreślić czarne charaktery tej powieści, co według mnie wyszło na gorsze. O reszcie nie ma co się rozpisywać. To co najciekawsze, już przedstawiłam.

Tym razem poruszę temat samej treści, która po za tym, że jest wręcz niedorzeczna i brak jej jakiegokolwiek odzwierciedlenia w rzeczywistości, jest po prostu źle napisana zarówno gramatycznie jak i fabularnie. Autorka pisze bez żadnych hamulców, nie sprawdziwszy uprzednio przydatnych jej do książki informacji. Z każdej strony bije tandeta i branie na litość czytelnika. Całości dopełniają obrzydliwe opisy, wulgaryzmy, które zdecydowanie można było napisać w inny, przystępniejszy sposób. Sama treść pozostawia wiele do życzenia. Mimo całego zła jakie przeczytałam z książki, można było wycisnąć znacznie więcej, chociażby z samej rozprawy sądowej, która przewinęła się jedynie przez 10 stron, dla porównania w "Zamku z piasku, który runął" Stiega Larssona, rozprawa jest opisana na 200 stronach. Od pierwszej strony widać, że powieść jest niedopracowana i napisana na kolanie, byle szybciej, byle więcej zarobić na wrażliwości czytelniczek. Straszne, przerażające. "Nie oddam dzieci" to absolutna komercja. Brak tu miłości z pisania, a widać jedynie obowiązek i chęć łatwego i szybkiego zarobku.

Pani Michalak wykorzystuje swoją popularność ile może. Ale uwierzcie mi, że nie wychodzi jej to na zdrowie. Każda kolejna książka jest coraz gorsza i przeważa większą ilością absurdów. Powieść "Nie oddam dzieci!" miała naprawdę spory potencjał, dobry temat, który autorka paskudnie zmarnowała, a wypromowała na cud literatury. Nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek będę chciała się wypowiedzieć na temat tej pani, jednak mimo wszystko nie popuszczę i temu kto nie widzi, nawet palcem pokażę głupotę jej książek. Strzeżcie się, albo poznawajcie ciemną stronę polskiej literatury, do której niewątpliwie należy Katarzyna Michalak. 

2 komentarze:

  1. Książki Katarzyny Michalak to gówno. Zrobiłam to sobie kiedyś i przeczytałam jej dwie pozycje: "Mistrza" i "Bezdomną". Uraz do końca życia...
    To naprawdę przykre, że Wydawnictwo Literackie, które skądinąd bardzo szanuję, zeszmaciło się wydając coś takiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i pociesza mnie fakt, że coraz więcej osób to dostrzega. A Wydawnictwo Literackie mocno sobie nagrabiło, wydając jej książki. Ciężko będzie mi się po tym pozbierać i na nowo im zaufać.

      Usuń