poniedziałek, 1 czerwca 2015

Od euforii po wielkie rozczarowanie...



Po skończeniu "Kasacji" Mroza, dopadł mnie lekki, acz na dłuższą metę nieszkodliwy kac książkowy. Mimo wszystko, jednak pragnęłam pozostać w podobnym klimacie. Przeglądając książki z własnej biblioteczki dostrzegłam jeszcze nieprzeczytane "Zagadki przeszłości" Kate Atkinson. King nazwał ją jedną z najlepszych powieści kryminalnych ostatnich lat. Ja po przeczytaniu zastanawiam się czy to w ogóle kryminalna książka była. Mam co do tego spore wątpliwości, o których zaraz wam opowiem.

Opis książki zapowiadał wciągającą i mroczną fabułę, przez który postanowiłam darować sobie wszystkie negatywne recenzje, które przeczytałam. W końcu trzy tajemnicze historie, które później podobno łączą się w jedno i dają spektakularny finał, naprawdę mogły dawać fantastyczny kryminał. Niestety, gorzko się rozczarowałam. 

Ci, którzy obserwują moje konto na fejsbuku, pewnie pamiętają, jak jeszcze niedawno zachwycałam się początkiem "Zagadek przeszłości", który uwierzcie mi był naprawdę dobry. Przypominał mi stylem powieści Kinga, nieco przegadany, ale idealnie obrazujący fabułę oraz głównych bohaterów. Takie przedstawienie całej historii absolutnie mi nie przeszkadzało, jednak im dalej, tym stawało się to coraz bardziej męczące. Bardzo byłam ciekawa jak całość się zakończy, w jaki sposób autorka połączy, zgodnie z opisem, te trzy tajemnicze zagadki. Jednak autorka wolała sobie przytaczać nieistotne do książki fakty i rozwlekać wszelkie opisy, zarówno bohaterów jak i otaczającego ich świata. 

Co najważniejsze ciągle miałam wrażenie, że Kate Atkinson prezentowała nam karykaturę detektywa, a nie Sherlocka Holmesa z krwi i kości. Zadziwiało mnie to, jak momentami lekceważąco podchodził do całego dochodzenia. Robił wszystko bo musiał i nie wyrażał żadnej chęci poznania tajemnic. Trzymał przez cały czas czytelnika w napięciu, a finał i tak nie dał mu prawdziwej satysfakcji. Po zakończeniu oczekiwałam eksplozji, mocnego liścia w twarz, a sama nawet nie wiem co otrzymałam. Zacznijmy od tego, że tak naprawdę, że żadna z tych historii nie miała ze sobą wspólnego, a rozwiązania po prostu nachodziły w finale po sobie i chyba na tym to połączenie polegało, choć sama do końca nie wiem co wydawnictwo miało na myśli.

Rozwiązanie wszystkich zagadek było jak dla mnie zbyt banalne. Po za pościgami i jakimiś dziwnymi potyczkami, otrzymujemy słaby finał, który jak całość ani trochę nie satysfakcjonuje. Nic nie rekompensuje nam okropnie, dłużącego się końca.

W ostatecznym rozrachunku, absolutnie nie polecam wam książki Kate Atkinson, która wyraźnie nie radzi sobie w gatunku jakim jest kryminał. Sama na własnej skórze przekonałam się, że nie jest to wart uwagi tytuł. Mogę nawet szczerze rzec, że trafi do kategorii najgorszych książek przeczytanych w tym roku. Nie polecam, a pozycjom tej autorki chyba już zawsze będę mówiła nie. 

9 komentarzy:

  1. O tej książce autorki nie słyszałam... może to i dobrze, bo widzę, że nie ma czego żałować. Uwielbiam wyraziste postaci, a czytając, że tutaj takie nie były... no słabiutko jak dla mnie. Ale słyszałam natomiast, że "Jej wszystkie życia" to naprawdę dobra książka, a tez napisana przez tę autorkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamiaruję jak na razie brać się za "Jej wszystkie życia". Koleżanka kupiła na targach i mówiła, że nie może przez tę książkę przebrnąć. Cóż... Ja chyba zakończę moją przygodę z twórczością Kate Atkinson.

      Usuń
  2. Szkoda, że się tak zawiodłaś na tej książce... Ja o tym tytule jeszcze nie słyszałam, ale chyba już go raczej nie poznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczescie nigdy mnie podobne rozczarowanie na tak wielką skalę nie spotkało. A od książki będę się trzymała z daleka ku Twojej przestrodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku było naprawdę nieźle, jednak im dalej tym gorzej, a finał to dno wszelkich moich oczekiwań. Bardziej absurdalnie i banalnie nie dało się tego wszystkiego zakończyć. Brak pomysłu czy brak talentu? To mnie chyba będzie teraz nurtować.

      Usuń
  4. A to mnie zmartwiłaś. To w sumie pierwsza tak negatywna opinia o książce tej autorki, jaką przeczytałam. "Jej wszystkie życia" mam na półce - chyba będę się musiała przekonać, czy mi z Atkinson po drodze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzieś mi to nazwisko już przed oczami się pojawiało, ale nie bardzo pamiętam czy w bardziej negatywnym czy pozytywnym kontekście. Domyślam się jak musiało to końcowe rozczarowanie Cię dobić - to szczególnie irytujące, gdy człowiek się nastawi na przynajmniej dobre połączenie wątków, a otrzymuje coś zupełnie innego.

    OdpowiedzUsuń