czwartek, 4 czerwca 2015

Tym razem mniej ambitnie... o filmach



Ostatnio spostrzegłam, że wpadłam absolutnie w książkowy trans. Czytam praktycznie przy każdej możliwej okazji, a po skończeniu jednej książki, od razu biorę się za następną. Od razu nasuwają się mi refleksje na temat zeszłorocznych wakacji, kiedy to do słowa pisanego miałam wręcz wstręt, a filmy były moimi bliskimi towarzyszami podczas smutnych i samotnych dni. Tak, czasami rozmyślam o tym, jak od dłuższego czasu zarówno filmy, jak i telewizja stały się dla mnie tak odległe i zarazem nieosiągalne. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na dwie przyjemności w ciągu wolnego czasu, a jak pewnie wiecie, w walce o miejsce bezkonkurencyjnie wygrywa książka. Ciągle na tym rozmyślam gdyż, zauważyłam, że tak naprawdę wcale za filmami nie tęsknie, ale dręczy mnie sumienie braku nadrabiania klasyki kina. Nie smucę się, że nie oglądam, ale smucę się, że nie poznaję, tego co każdy szanujący się widz powinien poznać. Nie czuję się z tym źle, ale wiem, że jednak mimo wszystko coś jest nie tak. Czy da się znaleźć środek na brak chęci do poruszających się w ekranie obrazów? Czy z wolnego czasu da się wycisnąć jeszcze więcej? A może jednak katowanie się na siłę, czymś co nie sprawia nam przyjemności może mimo wszystko sprawić jakąś wewnętrzną satysfakcję? Jestem rozdarta i nie wiem już co robić, licząc iż te straszne problemy się same się w między czasie rozwiążą.

Tymczasem całkiem niedawno, złoty środek pojawił się absolutnie przypadkiem sam. Nie jestem osobą, która jakoś szczególnie lubi powracać do tych samych tytułów. Uważam, że jest za dużo dobrych, a jeszcze nie poznanych rzeczy, ale ostatnio jakimś kanale, leciał jeden z moich ulubionych filmów, a mianowicie Sherlock Holmes. Przyjemne wspomnienia powróciły i pozwoliły na nowo wciągnąć się do uwielbianej przeze mnie historii. Natomiast cała ta przygoda zmusiła mnie do małych przemyśleń. Głównie zastanawiałam się, do których tytułów chciałabym powrócić. Lista okazała się być skromna, aczkolwiek mocno zatrważająca, bo jak się okazało, filmy przeze mnie uwielbiane, kochane to raczej mniej ambitne kino.

Mimo, że jest strasznie dużo filmów, które naprawdę mi się podobały i uważam je za małe arcydzieła sztuki, to są w nich takie, do których nie mam już zamiaru wracać, a jeśli już to za dobre kilkanaście lat. Nie wyobrażam znów przeżywać tego samego, co podczas oglądania "Kamieni na szaniec" albo "Katynia", czyli z półki mocno emocjonalnych, po których ciężko było mi dojść do siebie przez kilka dobrych dni. Są też takie, które doceniłam dopiero po jakimś czasie, choćby "Ostatnie tango w Paryżu". Seans wspominam mało przyjemnie, aczkolwiek on sam nieustannie zawraca mi głowę. Podobnie jest z "Przerwaną lekcją muzyki" oraz z filmem "Tylko kochankowie przeżyją".

Jak się okazuje, produkcje do których chciałabym powrócić, to w większości filmy animowane, a konkretnie:
"Shrek 2", którego oglądałam chyba z milion razy, a nigdy mi się nie nudzi. Zawsze bawi i dostarcza świetnej rozrywki. Ulubiona część z tej serii i chyba nawet ulubiona bajka.

"Wall-e", którego niewyobrażalnie kocham. Nr 2 w rankingu ulubionych bajek. Za całokształt, za to co przedstawia, za przesłanie jakie niesie i za niesamowicie wzruszającego głównego bohatera, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia. 

"Zaplątani". Jak na razie jeden seans, ale mam ochotę na więcej. Urocza, piękna bajka, która zachwyca historią, bohaterami jak i grafiką, która momentami zapiera dech w piersiach. 

Mam również słabość powracania do starych, polskich, dobrych komedii, między innymi do: 
"Killera" I i II 

"Chłopaki nie płaczą"

"Poranku kojota"

W tym przypadku wszelkie słowa są po prostu zbędne. 
Z przyjemnością powracam do filmów przygodowych, które z każdym kolejnym seansem podobają mi się jeszcze bardziej chociażby:
"Piraci z karaibów" (oczywiście wszystkie części) 

"Książę Persji. Piaski czasu" 

Dodam też jeszcze całą resztę: 

"Hitman"

"Grand Budapest Hotel"

"Avatar" 

"Robin Hood" z Kevinem Costnerem 
Tak, wiem. Mam dziwny gust, jednak dla mnie każdy z tych filmów ma w sobie jakąś magię, która przyciąga mnie jak magnez i jednocześnie poprawia humor i za każdym razem dostarcza niesamowitą frajdę. Dla mnie złotym środkiem okazała się powtórka kilku ulubionych produkcji. A wy macie coś szczególnego w zanadrzu na filmowy wstręt czy chandrę? 

PS Strasznie długo o filmach nie pisałam. '
PS2: Serdecznie zapraszam na konkurs, który organizuje na fanpejdżu bloga. Do wygrania dwie atrakcyjne książki :) 

15 komentarzy:

  1. A ja ostatnio mam sytuację wręcz odwrotną - książki jakoś mnie odtrącają (nie mogę trafić na nic ciekawego?) a filmy przyciągają. Haha, "Shreka" uwielbiam, ale dwójka to moja najmniej ulubiona część :)) A Sherlock to po prostu g e n i u s z!!! Uwielbiam ten film, oglądałam (jak na razie) dwa razy. Drugą część raz. Teraz czekam na trzecią. Zaraz, zaraz, czy my mówimy o tym samym Sherlocku?
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaa tak mówimy o tym samym :P

      Z książkami chyba też tak mam, chociaż jeszcze muszę to sprawdzić. Może sięgnij po coś pewnego ;)

      Usuń
  2. High-five! Ja ostatnio też czuję jakiś dziwny wtręt do filmów i też ratuję się powtórkami. A raczej tylko na nie mam ochotę. Animacje zawsze sprawdzają się doskonale, jeszcze oglądam je sobie w różnych wersjach językowych, bo uwielbiam porównywać dubbingi, a i tak nie potrzebuję mieć po polsku, bo znam doskonale. Zaplątani to animacja mojego życia, oglądałam miliony razy i tak już od kilku lat trwam w nieustannym zachwycie :D
    Piratów też bardzo lubię, ale jednak gdy byłam młodsza, więcej frajdy sprawiały mi te filmy. Co nie zmienia faktu, że to część mojego dzieciństwa, tak samo jak Harry Potter czy Indiana Jones.
    Anderson - mój ukochany reżyser. Nie dziwię się więc, że Grand Budapest Hotel u ciebie gości.

    A w takich momentach oglądam głównie Dumę i uprzedzenie albo X-menów i inne Marvely. Ostatnio też przypomniało mi się, jak bardzo kocham Stardust i obejrzałam kilka razy z rzędu (Charlie Cox! <3). Albo w ogóle seriale powtarzam. Później zazwyczaj mam lekkie wyrzuty sumienia, bo przecież podobno chcę obejrzeć tyle innych filmów, ale przecież to mój czas, moja przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze na dodatek teraz zabrałam się za "Rok 1984" Orwella i chyba nic nie będzie w stanie oderwać mnie od tej książki, aż do jej skończenia.
      Hmmm... nie weszłam na poziom oglądania bajek w innych języka, aczkolwiek uważam to za bardzo fajny pomysł :D
      Właśnie... Zapomniałam o HP. Jak mogłam... Tak w sumie to z HP w kółko mogę oglądać "Czarę ognia", więc się nie liczy :P
      Z "Grand Budapest Hotel" to w sumie ciekawa historia była. Na początku ten film kompletnie nie przypadł mi do gustu i zastanawiałam się bardzo długo w czym tkwi jego fenomen, jednak za drugim seansem wszystko przejaśniało i od pierwszej minuty go pokochałam.
      Pewnie zginę za to, ale "Dumy i uprzedzenia" nie oglądałam, zarówno filmu, jak i serialu i na razie nie mam ochoty tego nadrabiać. Nie wiem czemu. Może za bardzo kocham książkę? :P
      "Stardust" - mhmmm no nie wiem, nie wiem. Mi ten film, aż tak bardzo do gustu nie przypadł, ale chyba zrobię sobie małą powtórkę :P
      Ja lubię tracić czas na bzdety. Pewnie na starość będę sobie to wypominać, ale cóż... Będę robić to nadal :D

      Usuń
    2. Różnie może być, ja do "Roku 1984" miałam trzy podejścia i wciągnął mnie dopiero jakoś od połowy :D Ale teraz też głównie czytam, wkręciłam się w fantastykę i chyba cały czerwiec będzie tak wyglądał.

      O, to ciekawie z tym "Grand Budapest Hotelem". Ale w sumie raczej nie ma się co dziwić, że początkowo nie przypadł ci do gustu. Ja byłam w kinie i miałam wrażenie, że na pełną salę ludzi tylko ja i moja M. dobrze się bawimy. My zaśmiewałyśmy się do łez i zachwycałyśmy się drobiazgowością, a reszta raczej miała znudzone miny. Filmy Andersona to dość specyficzne kino. Ale jak polubiłaś, polecam resztę, "Genialny klan" najmocniej.

      Dla mnie DiU stanowi całość z dwiema ekranizacjami i książką. Książkę czytałam dwa razy i lubię sobie powtarzać ekranizacje. Nadal nie mogę dojść do tego, który Darcy lepszy, czy gdzie była fajniejsza Lizzie :D Ale chyba film bardziej mnie bawi (serio, ja tam płaczę ze śmiechu, dlatego oglądałam DiU przed maturami :D), a serial jest lepszy jako odzwierciedlenie epoki. Jak już najdzie cię ochota, zdecydowanie warto.

      Hahaha, bzdety to nie są, tylko reszta dobrej popkultury ucieka :D

      Usuń
    3. Ja na razie jestem zafascynowana tą książką. Opisami życia w Londynie, polityki, która tam panuje. Świetna, świetna. Powoli zbliżam się ku końcowi. Następna w kolejce "Lolita", a później długo przeze mnie wyczekiwana "Tajemna historia" Donny Tartt. W końcu ją mam :P

      Spróbuję sięgnąć po inne filmy w reżyserii tego pana. Mam nadzieję, że przypadną mi do gustu, tak jak "Grand Budapest Hotel", ale obawiam się, że już żaden nie spodoba mi się tak jak wyżej wymieniony.

      W takim razie za rok obejrzę ;)

      O bzdetach napisałam w formie ogólnej, gdyż w myślach dołączyłam do tego różne listy, które lubię od czasu do czasu robić, jak i zwykłe przeglądanie nowości na portalach filmowych i książkowych :P

      Usuń
    4. O, słyszałam o tej nowej książce Donny Tartt "Szczygieł" i to dobre rzeczy słyszałam, więc się delikatnie zainteresowałam. Czekam więc, aż przeczytasz "Tajemną historię" i coś napiszesz :D
      Rok jest świetny, rzeczywiście, ale po prostu książki mają ze mną ciężko i rzadko coś wciąga mnie na tyle, by czytać naraz od deski do deski. A Rok do tego jest ciężką emocjonalnie lekturą, zawsze były albo Święta i nie chciałam psuć atmosfery, albo sama czułam się zbyt radośnie lub zbyt okropnie, by się dobijać. Ale w końcu przeczytałam i nawet kilka dyskusji o tym dziele zaliczyłam.

      Nie obawiaj się, reszta też jest świetna :D Choć i ja mam największy sentyment do GBH, bo to był mój pierwszy film Andersona, który zapoczątkował miłość, widziałam go w kinie, co wiążę się z jakąś specyficzną magią i był on kręcony w miejscach, które doskonale znam, a naprawdę miło jest zobaczyć coś takiego na ekranie :D

      Uwielbiam listy! Tylko zazwyczaj kończy się na tym, że taką listę stworzę i zapominam zrealizować, ale co tam.

      Usuń
    5. Ja też jestem ogromnie ciekawa! Donna chyba, jednak pójdzie w odstawkę, gdyż dzisiaj odebrałam paczkę z książką, o której marzyłam kilka dobrych miesięcy. Taka szczęśliwa :DDD

      Przez "Rok..." wpadłam w lekką zadumę i po części też małą depresję, ale uważam, że i tak są to w jakiś sposób pozytywne doznania. Cieszę się, że coś po sobie pozostawiła. Żałuję tylko, że nie dawkowałam jej, a przeczytałam praktycznie jednym tchem. To nie jest książka z tych, po których można przelecieć, byle szybciej, byle dalej. Wrócę z pewnością.

      Anderson. Ciekawa jestem czy tak jak w przypadku GBH będę musiała ponownie oglądać seanse innych jego filmów, czy zachwycę się za pierwszym? Oto jest pytanie :P

      Kocham BBC. Gdyby nie ona. nie poznałabym tej lepszej strony literatury. Moja jest skromna i głównie na niej polegająca :P

      Usuń
  3. ,,Grand Budapest Holet" to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego dziwny gust? Według mnie filmy, które wymieniłeś są w większości dobre ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, bo jednak sama od każdego seansu wymagam czegoś więcej, a jak się okazuje moje ulubione produkcje to te, które zwykle oferują tylko czystą rozrywkę ;)

      Usuń
  5. Polska kinematografia lat 90 to praktycznie same skarby. Uwielbiam klimat tych filmów i dobrych, starych aktorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Brylant", "Krzysiu Jeżyna ze Szczecina". No po prostu klasyki :D

      Usuń
  6. Starsze polskie filmy są genialne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Pazura, Milowicz, Stuhr to była ekipa :D

      Usuń