piątek, 7 sierpnia 2015

Lipiec w pigułce


Lipiec to dla mnie zawsze szalony i beztroski, wakacyjny miesiąc. Muszę przyznać, że nawet najważniejszy w całym roku. Najwięcej się dzieje, najwięcej przeżywam i dzielę z innymi. Magiczny okres podczas, którego sporo rozmyślam i planuję. Pod względem czytelniczym bywa różnie. Nie raz pochłaniam książkę za książką, a czasami tak jak było tym razem literatura odgrywa drugoplanową rolę. Nie przymuszam się do niczego. Jeśli mam ochotę czytać, czytam, jeśli nie to robię coś innego. W dzisiejszym poście przedstawię i krótko ocenię przeczytane przeze mnie powieści w lipcu. Nie było ich za wiele, zaledwie dwie, jednak zawsze coś.

Pierwszą z nich była powieść Elizabeth Gaskell "Północ i południe", która niedokończona wylądowała w torbie podróżnej. Ze smutkiem stwierdzam, iż czytanie szło mi strasznie opornie. W jej przypadku musiałam niekiedy zmuszać się do kończenia przynajmniej rozdziałów. Nie mam pojęcia co poszło nie tak. Problemem nie była rozwlekłość, gdyż w "Ruth" kompletnie mi nie przeszkadzała. Może po prostu sama historia nie do końca przypadła mi do gustu? Główna bohaterka, jak i cała reszta była mi całkowicie obojętna. Kolejne wydarzenia i poczynania śledziłam bez większych fajerwerków czy emocji. Męczyłam ostatnie strony. Zakończenie nie wynagrodziło trudnej przeprawy przez "Północ i południe". Tytuł, do którego mam obojętny stosunek. Już nawet zapomniałam imiona czy nazwiska głównych bohaterów.

Druga pozycja wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przeczytanie jej nie uważam absolutnie za czas stracony. Po skończeniu kac książkowy murowany. Nieustannie towarzyszyły i targały mną przeróżne myśli. Powieść, o której nie chce się dużo mówić, ale którą po prostu trzeba przeczytać. "Lot nad kukułczym gniazdem" polecam, ogromnie polecam. Tę książkę trzeba przeżyć na własnej skórze. Wszelkie inne słowa są zbędne.

"Dziewczyna z sąsiedztwa" to pozycja przeczytana przeze mnie całkiem niedawno. Skończona w jeden dzień. Nie da się jej rozłożyć na więcej. Masz ochotę ją przerwać w każdej chwili, gdyż zawarta w niej skala okrucieństwa wydaje się wręcz nieprawdopodobna i przerażająca. Historię poznajemy oczami obserwatora i częściowego oprawcy, co pozwala nam lepiej poznać myśli potencjalnego krzywdziciela. Opisy trwale wpisują się w pamięć. Brak empatii wśród bohaterów zaskakuje, a najbardziej przeraża fakt, iż pieczę nad wszystkimi okrucieństwami trzyma dorosła osoba, która przyzwala na większość okropności. Mocna, jedynie dla ludzi o stalowych nerwach.

Tak właśnie wyglądał mój książkowy lipiec. Mam nadzieję, że w sierpniu nadrobię jeszcze kilka pozycji z półki i być może kilka klasyków. Chęć na literaturę i filmy mam średnią. Z muzyką natomiast jest zupełnie inaczej. Towarzyszy mi praktycznie wszędzie, jednakże pisać o niej nie będę, gdyż wydaję mi się, że nie umiem.
Wczoraj miałam okazję obejrzeć "Papierowe miasta" w kinie i zastanawiam się nad przelaniem swoich myśli na bloga. Na wstępie powiem, że bez rewelacji. Więcej być może opiszę jutro :)
Pozdrawiam i życzę udanego dnia :)

5 komentarzy:

  1. Ja też chyba o muzyce nie potrafię pisać. Coś mi się bardzo podoba, i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Lot nad kukułczym gniazdem" mam nadal w planach. Muszę poznać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie trzy książki są na mojej liście do przeczytania, więc pewnie kiedyś wpadną mi w ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że Północ i Południe nie wywołało w Tobie większym emocji, ja planuję zabrać się za ten tytuł od dawna i pokładam w nim gigantyczne nadzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie trzy mam w planach. Najbardziej się cieszę na "Północ i południe". Podejrzewam, że spodoba mi się bardziej, gdyż uwielbiam klasykę.

    OdpowiedzUsuń