sobota, 18 czerwca 2016

Jedna z niewielu młodzieżówek, które trawię



Młodzieżówki to zdecydowanie coś, co jest dla mnie ciężkostrawne. Zwykle tego nie robię, nie daję im nawet cienia szansy, jednak tym razem było inaczej. W przypadku serii "Czerwona królowa" pękłam. Po prostu poddałam się, zupełnie. Wyjdzie płytko, wyjdzie prawdziwa natura człowieka, który w głębi duszy jest powierzchowny i płytki, ale muszę się przyznać. Skusiłam się na nią ze względu na piękne wydania, którym nie potrafiłam się oprzeć. Bo tak naprawdę, to jakie książki u nas w Polsce są wydawane w twardych oprawach i w dodatku z obwolutą?! No jakie?! Rzadko kiedy zdarza się, że możemy zaspokoić naszą wizualną rządzę posiadania pięknych okładek i to na dodatek w takiej formie. Zawsze zazdrościłam np. zagranicznym booktoberom ich pięknych biblioteczek z cudowną zawartością, która prezentowała się fenomenalnie i była prawdziwą ozdobą pokoju, bo moja no cóż, że tak powiem jest w cały świat i według mnie nie wygląda dobrze, dlatego aby lekko ją "podrasować" zakupiłam pierwszy tom "Czerwonej królowej" w opisywanym powyżej wydaniu. Dumna zasiadłam do lektury, trzymając jak arcydzieło i wiecie co? Spodobało mi się. 


"Czerwona królowa" wywarła na mnie ogromne wrażenie. Już zapomniałam jak wciągająca potrafi być książka. O losach głównych bohaterów czytałam z wypiekami na twarzy, mimo że momentami były dosyć przewidywalne. Z dużym zapałem zabrałam się za część drugą, która według mnie była równie dobra jak pierwsza. Nie chcę, żebyście mnie źle zrozumieli, ale nie uważam tej serii za odkrycie roku czy arcydzieło stulecia, jednakże nie jest to też literatura do bólu beznadziejna, nadająca się jedynie na podpałkę do grilla. Autorka, ponoć, tworząc świat mocno zainspirowała się innymi znanymi seriami młodzieżowymi np. Rywalkami czy popularnymi Igrzyskami Śmierci. Ja, laik jeśli chodzi o literaturę młodzieżową, nie dostrzegłam tych podobieństw i może też dlatego spodobała mi się bardziej niż innym, mocno zaznajomionym z tym gatunkiem. Nie prześladowało mnie uczucie, że gdzieś to już było. I w tym przypadku miałam przewagę nad resztą. 

Przechodząc już do konkretów, chciałabym właśnie podkreślić, że mimo tych licznych podobieństw, świat został skrupulatnie wykreowany. Mamy do czynienia ze znanym motywem podziału społeczeństwa na tych lepszych i gorszych, czyli w przypadku tej powieści na Srebrnych i Czerwonych. Autorka dobrze pociągnęła temat mutacji krwi, chociaż mogła lepiej wgłębić się w przyczynę powstania tzw. Nowych, którzy mimo posiadania czerwonej krwi, mają nadludzkie zdolności. Szkoda, że autorka poszła w tym przypadku na łatwiznę. Chociaż też nie do końca, gdyż wydaję mi się, że ten wątek ciągle jest otwarty i być może zostanie lepiej wyjaśniony w kolejnych częściach. Miejmy nadzieję, że autorka wpadnie na pomysł przyczyny pojawienia się Nowych w społeczeństwie. 


Muszę przyznać, że byłam absolutnie zaszokowana, tak dogłębną analizą psychologiczną głównej bohaterki. Nie sądziłam, że jeszcze ktoś w literaturze młodzieżowej bierze to pod uwagę. Mare bezmyślnie nie zabijała kogo popadnie, a nawet jeśli już zabiła, to rozmyślała nad każdym popełnionym przez nią ruchem. Analizowała i przeżywała wewnętrznie wszystkie tragiczne sytuacje, które miały miejsce, dzięki czemu mieliśmy okazję bliżej poznać jej charakter oraz zdanie na dany temat. Zaskoczył mnie również fakt, iż Mare nie została przedstawiona jako chodzący ideał, niepopełniający żadnych błędów, wręcz przeciwnie. Mogłabym przytoczyć wiele fragmentów z książki, potwierdzających to, że jak każdy normalny człowiek posiada wady, co jak powszechnie wiadomo w młodzieżówkach ze świecą szukać i chwała za to pani Victorii. 

Książka jest całkowicie nastawiona na bezustanną akcję, dlatego o nudzie nawet nie ma mowy. Oczywiście zdarzały się fragmenty na tzw. złapanie oddechu, jednakże było ich naprawdę niewiele.  Nie każde rozwiązanie sytuacji przypadło mi do gustu, ale większość była w miarę logiczne, co dla mnie mimo wszystko jest najważniejsze. Jeśli chodzi o resztę bohaterów to w sumie nie mam się szczególnie do czego przyczepić. Nie cierpię Cala, ale to już chyba osobista kwestia. Większość jest trochę schematyczna, ale da się czytać i nie razi to aż tak mocno. 

Seria pozytywnie mnie zaskoczyła i wciągnęła. Po skończeniu drugiego tomu nie wiedziałam co ze sobą zrobić, co następnie czytać. Moim jedynym pragnieniem było, aby mieć następną część, aby wiedzieć co będzie dalej. "Czerwoną królową" polecam w szczególności osobom, które mają mało wspólnego z literaturą młodzieżową, a pragną się odprężyć przy ciekawej i mało wymagającej lekturze. Pod tym względem sprawdziła się idealnie :) 

21 komentarzy:

  1. Jeżeli chodzi o młodzieżówki, to mam bardzo podobne podejście co Ty - z reguły omijam je szerokim łukiem. o "Czerwonej królowej" oczywiście słyszałam, ale jakoś mnie do tej książki nie ciągnęło. Jeżeli twierdzisz jednak, że warto spróbować, to pomyślę nad tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować zawsze warto, jednak jeśli pierwsza część nie przypadnie Ci do gustu to nie ma sensu zabierać się za drugą. Niestety, ale dobrą młodzieżówkę na rynku czytelniczym ciężko znaleźć. Od siebie polecę jeszcze "Jutro" Johna Marsdena. Każda część niesamowita. "Kroniki Ellie" to już niestety nie to samo :C

      Usuń
  2. Wiesz, podchodziłam do tego tak jak Ty i raczej omijałam młodzieżówki, dopóki w zeszłym roku nie trafiłam na serię, która naprawdę mi się spodobała ("Saga księżycowa" Marissy Meyer). No właśnie, tak jak napisałaś - już prawie zapomniałam, że książka może być aż tak wciągająca. Kupa radochy. Efekt jest taki, że teraz czytam chętnie i czuję się już prawie jak ekspertka w młodzieżowej fantastyce :D
    Ale "Czerwona królowa" mi się nie podobała. To znaczy pierwsza część jeszcze całkiem tak, świetnie się przy niej bawiłam. A "Szklany miecz" mnie już po prostu wynudził. I ja nie mogę znieść Mare (zresztą nie skreślałabym tu innych bohaterek młodzieżówek, można znaleźć wiele świetnych postaci :D). Fakt, ideałem nie jest, to trzeba przyznać. Właśnie wydawało mi się, że ona w drugiej części podchodziła dość bezrefleksyjnie do tego, co się dzieje - wszystkie działania potrafiła usprawiedliwić "wyższym celem". Miałam też wrażenie, że jest tak przejęta tym, jaka jest ważna i wspaniała, że zupełnie nie przejmuje się ludźmi wokół niej, swoją rodziną...
    Ach, i tak, ja też nie mogę się oprzeć wrażeniu, że "Czerwona królowa" to taki miks popularnych schematów. Ale wierzę, że może być świetną rozrywką, odczułam to przy pierwszym tomie, po prostu między mną a "Szklanym mieczem" już jakoś nie zagrało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Ja jeszcze za ekspertkę od młodzieżowej fantastyki się nie uważam, ale daj mi czas na przeczytanie dwóch kolejnych serii i pewnie będę podobnie się czuć.
      Przyznam się szczerze, że nie wiem jak druga część mogła kogoś wynudzić, skoro ciągle coś się w niej dzieje. Ja momentami ledwo mogłam złapać oddech, bo kolejne bum, kolejna akcja. Z drugiej strony rozumiem, bo też momentami miałam dość wewnętrznych rozterek Mare, która nie mogła się zdecydować co do kogo czuje.
      O matko, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak nieraz mnie irytowała główna bohaterka razem ze swoim kochasiem, jednak naprawdę były to tylko przelotne momenty i po chwili mi przechodziło. Chociaż niesmak do Cala pozostał do dziś :P
      Ja potraktowałam zachowanie Mare, jej egoizm i dążenie do osiągnięcia własnych celów, bez zważania na innych, za celowy zabieg autorki, który przypadł mi do gustu. W końcu jakiś powiew świeżości. W sumie już dawno nie spotkałam się z podobnym podejściem, zwłaszcza w młodzieżówkach. Zwykle jest tak, że główni bohaterowie znajdują złoty środek i wszyscy się kochają, uwielbiają i są szczęśliwi, a tutaj nie. Trzeba ponieść jakieś straty, żeby coś zyskać i wiadomo, że nie każdemu może się to spodobać, jednak w imię dobrej sprawy trzeba zrobić to co słuszne, tak jak w prawdziwym życiu.
      Ja pokochałam serię i rozpaczam nad faktem, iż nie mogę znaleźć żadnej informacji na temat kolejnej części... Chcę wiedzieć co będzie dalej, teraz! :P
      A jeszcze co do Sagi Księżycowej, to naprawdę chciałam się za nią zabrać, ale dowiedziałam się, że wydawnictwo nie chce wydać kolejnych części, co ostudziło mój zapał, bo nie lubię zostawiać serii niedokończonych. Jeszcze by mi się spodobała i już w ogóle nie mogłabym przeżyć tych niewydanych kontynuacji...

      Usuń
    2. Wiem, tam się niby cały czas coś działo, a jakoś zupełnie nie byłam tym zainteresowana. No, może przesadziłam, że się wynudziłam, ale męczyła mnie ta książka, naprawdę mnie męczyła, a oczekiwałam czystej frajdy.
      Tak, być może to było celowe, ale i tak po prostu ciężko było mi to znieść. Może byłoby łatwiej, gdyby narracja nie była pierwszoosobowa i patrzylibyśmy na zachowania Mare z boku. Narracja Mare, te jej rozterki - to naprawdę bardzo mnie męczyło. Wydaje mi się, że teraz jej postać trochę zmieni kierunek, ale ja chyba już zostawiam tę serię.
      Swoją drogą... ja mam dziwny, naprawdę dziwny problem z młodzieżówkami napisanymi w narracji pierwszoosobowej, w czasie teraźniejszym. Tak były napisane "Igrzyska śmierci", a potem przeczytałam kilka innych młodzieżówek i wszystkie były tak napisane. Potem zostawiłam młodzieżówki i ten sposób narracji na dobre przykleił mi się do "typowej młodzieżówki". Naprawdę, mam uraz :D
      Papierowy księżyc kupił prawa do "Sagi księżycowej", może jeszcze zobaczymy pozostałe tomy w Polsce ;)

      Usuń
    3. Dobrze wiem o czym mówisz, bo momentami też szlak mnie trafiał, ale później zastanawiałam się jak bym się zachowywała w jej sytuacji i znając mnie też przeżywałabym te wszystkie wydarzenia i na dodatek o wiele dłużej niż ona.
      Mi na szczęście taka narracja nie przeszkadza, chociaż to też zależy. Niektóre młodzieżówki to totalny narracyjny dramat.
      Haha nic dziwnego. Ja chyba już nigdy w życiu nie sięgnę po jakąkolwiek powieść z literatury erotycznej. Taki mam uraz po Greyach i innych książkach tego typu.
      Oooo! To super! A wiesz może cokolwiek na temat jej ponownego wydania? Kiedy i czy w ogóle to jest potwierdzona informacja? Bo przyznam się szczerze, że już wolałabym zakupić serię w nowym wydaniu :)

      Usuń
    4. Najpierw Papierowy księżyc pojawił się na stronie Marissy Meyer jako polski wydawca "Sagi" i "Heartless", jej nowej książki. No i potem na Facebooku właściwie potwierdzili, że kupili te prawa, ale napisali też, że "plany się dopiero tworzą". Powiedziałabym więc, że informacja jest potwierdzona, ale na razie nic więcej nie wiadomo. Ktoś na fanpage'u "Sagi księżycowej" pisał, że podobno mają wydać całą (?) Sagę w przyszłym roku ;)

      Usuń
    5. To świetnie! W takim razie czekam na sagę. Ciekawa jestem tylko czy wydawnictwo zmieni okładki i ogólnie grafikę cyklu. Jestem bardzo uczulona na estetykę, dlatego współczuję tym, którzy posiadają pierwszą i drugą część serii starego wydania.

      Usuń
  3. Książka już czeka na mojej półeczce, ale chyba sobie trochę jeszcze poczeka, bo jakoś nie mam na razie ochoty jej czytać. ^.^ Jednak ogarnia mnie dziwna pewność, że, gdy już po nią sięgnę, ta powieść mi się spodoba! Okładka rzeczywiście jest cudowna, choć ja "Czerwoną królową" w miękkiej oprawie, co z pewnością nie prezentuje się tak pięknie, jak Twoje wydanie. Zazdroszczę, achhh! xD Zgadzam się co do młodzieżówek, choć ja... no cóż, sięgam po nie zdecydowanie za często, biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie są niemal identyczne. Ale nic tak skutecznie nie odmóżdża, relaksuje i doprowadza do śmiechu, jak wciągająca młodzieżówka, więc wątpię, abym całkowicie z tego gatunku zrezygnowała.
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod żadnym warunkiem nie rezygnuj z tego! Jeśli lubisz i podobają Ci się młodzieżówki to je czytaj. Bo najważniejsze, żeby robić i czytać to co się lubi :) Ja się za nie nie zabieram, ponieważ najzwyczajniej w świecie mnie irytują i zwykle po kilku stronach mam ochotę wyrzucić książkę przez okno. Czasami się przełamuję, bo zdarzają się właśnie takie wyjątki jak "Czerwona królowa", ale niestety to rzadkość, dlatego omijam je szerokim łukiem. Wolę zabierać się za pewniaczki :)

      Usuń
  4. Czerwona królowa była naprawdę ciekawa. Szklany tron czeka na półce już od jakiegoś czasu - może po sesji i obronie znajdę dla niego chwilę ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak teraz patrzę to jestem jedną z nielicznych osób, którym kontynuacja "Czerwonej królowej" się spodobała, dlatego nie wiem czy polecam się tak bardzo na nią nastawiać. Lepiej miło się zaskoczyć, niż nieprzyjemnie rozczarować. Wychodzę z takiego założenia :P

      Usuń
  5. Młodzieżówki to połowa mojego czytelniczego życia. ;) Okładkowa sroka z Ciebie, ale patrząc na tę serię nawet się nie dziwię. Też chciałam mieć je na półce, ale nie było mi to jeszcze dane. Niedawno wypożyczyłam książkę z biblioteki i po części żałuję, bo jeśli tak mnie wciągnie to pewnie chciałabym mieć ją na półce. Dogłębna analiza postaci, coraz częściej pojawia się w młodzieżówkach. Polecam też Czas Żniw, naprawdę doskonale skonstruowana książka. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, właśnie nie! :D Przysięgam, że pod względem książkowym staram się nie być powierzchowna. Dla mnie najbardziej liczy się treść. Ta seria jest wyjątkiem, naprawdę! Moim zdaniem dogłębna analiza bohaterów to krok w dobrym kierunku. Lepiej dostrzec jakąś logikę w działaniu postaci. Hmm o "Czasie Żniw" słyszałam wiele zarówno dobrego jak i złego. Przyznam szczerze, że się boję... Jak każdej młodzieżówki. Obiecuję, że spróbuję, ale jeszcze nie teraz :P

      Usuń
  6. Akurat właśnie dziwne, że ta seria Ci się spodobała, skoro nie trawisz młodzieżówek - jeżeli by spojrzeć na jej recenzje, większość opinii pieje na temat tego, jak przewidywalne i schematyczne są zagrania Aveyard, że w większości książek YA już się coś takiego spotkało, odgrzewane kotlety, klopsy czy tam inne mięsne potrawy... w gruncie rzeczy odsetek ludzi, którym się to podobało jest bardzo mały. Sama jednak należę do miłośników Mare Barrow i w sumie od początku miałam gdzieś to, kim zainspirowała się autorka w trakcie tworzenia swojego dzieła. Co prawda nie miałam okazji jeszcze poznać drugiego tomu, ale na pewno to zrobię, bo opowieść zaintrygowała mnie i chcę poznać jej dalszy rozwój. Tylko może jak będzie znana data trzeciego tomu w Polsce, bo nie chcę załamywać się psychicznie tym, jak skończy się "Szklany miecz". Nie wiem, jakie młodzieżówki dotąd czytałaś, więc nie polecę Ci żadnej, sama nie mam zbyt wygórowanego... nie, to złe słowo, po prostu przyzwyczaiłam się do young adult i nie przeszkadzają mi jakieś tam błędziki w fabule, także nasze gusta chyba różnią się diametralnie. Aczkolwiek ciepło pozdrawiam :*
    Zapraszam, u mnie recenzja "Gildii magów"! (fantastyka bardziej niż YA, więc może przypaść Ci do gustu)
    Obserwuję^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam w poście, wydaję mi się, że książka przypadła mi do gustu, ponieważ nie jestem obeznana w literaturze młodzieżowej. Nie czytałam żadnej z tych popularnych serii, których wątki były inspiracją dla Aveyared, co wyłapali inni, po za "Igrzyskami śmierci". Przewidywalna? Cóż... Momentami rzeczywiście, ale lepsze to niż jakiś bezsensowny czy mało prawdopodobny i logiczny zwrot akcji.
      Niestety, ale kompletnie nie orientuję się w tych nowo powstałych gatunkach, które póki co są dla mnie zupełnie bez sensu. Nie wiem czy to YA czy NA, ale czytałam "Hopeless", które było dla mnie czytelniczym dnem, dlatego resztę książek z tego "gatunku" sobie darowałam :P
      Bardzo dziękuję. Z pewnością przeczytam :)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  7. Mam ją na półce :) Różnych rzeczy się na jej temat nasłuchałam, ale nie jestem zbyt obeznana w tego typu literaturze, więc mam nadzieję, że ewentualne elementy zaczerpnięte z innych powieści nie będą i przeszkadzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli rzeczywiście nie znasz większości popularnych serii z tego gatunku to powinna przypaść Ci do gustu :)

      Usuń
  8. Przyznam szczerze, że do tej serii mnie nie ciągnie, ale ogólnie nie mam nic przeciwko literaturze młodzieżowej, chociaż od dłuższego czasu nie jestem ich targetem :) Świetnie jednak czytać, że Ty znalazłaś w niej tyle frajdy i tak Cię wciągnęła :) Ja tak miałam z "Igrzyskami śmierci", czego zupełnie się nie spodziewałam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja czytam literaturę młodzieżową, jednak rzadko udaje mi się znaleźć coś naprawdę dobrego, dla mnie to jedynie dobra rozrywka, nic więcej.

    "Czerwoną królową" czytałam, jednak dla mnie to średnia książka, mam na półce kontynuację, muszę w końcu ją przeczytać.

    P.S. Masz bardzo ładnego bloga! :D

    Juliana Bookworm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio udało mi się znaleźć kolejną dobrą, ciekawą młodzieżówkę. Niedługo o niej na blogu :)
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń