środa, 10 sierpnia 2016

Miesięczna podróż w głąb Francji



Czy wy też kiedykolwiek czuliście ten dreszczyk emocji podczas sięgania po książkę, którą od zawsze chcieliście przeczytać? O której od dawien dawna marzyliście, ale była ona dla was nieosiągalna? Czekaliście z niecierpliwością na wyjątkową podróż, która być może okaże się tą jedyną, o której będziecie zawsze pamiętać, kiedy na myśl przyjdzie wam tytuł "najlepsza książka wszech czasów"? Czasami taką powieść zsyła nam przypadek, a niekiedy sami celowo się na nią natykamy, kierując się czytelniczym przeczuciem. Mój instynkt ciągle podpowiadał mi, że to właśnie "Nędznicy" będą moim objawieniem tego roku, że pobiją na głowę "Przeminęło z wiatrem", "Źródło", czy uwielbianego przeze mnie "Hrabiego Monte Christo". Wróć. Nie objawieniem roku, a objawieniem życia. Jak już możecie się domyślić, tak też się nie stało. Spieszę tłumaczyć dlaczego, ale najpierw zacznę wszystko od początku. 

"Nędznicy" to pierwsza książka przeczytana przeze mnie autorstwa Victora Hugo, dlatego też przez tę powieść błądziłam trochę jak przez mgłę, ale było to naprawdę przyjemne uczucie. Mam tu na myśli nie tylko dreszczyk emocji, ale również ciągłą niepewność i niepokój co do dalszych losów głównych bohaterów. Kompletnie nie znałam sposobu autora na rozwiązania kluczowych sytuacji. Zwykle gdy czytamy którąś z kolei powieść jakiegoś pisarza, mniej więcej wiemy czy skończy się ona dobrze (patrz. Austen) czy będzie to totalna postaciowa rzeź (patrz. Martin). Tym razem ciągle drżałam w niepokoju o losy moich ulubionych bohaterów, bo co jak co, ale Hugo bardzo lubił sobie igrać z ich biednym życiem, przez co ja nie raz dostałabym zawału. Jednak mimo wszystko dzięki temu lepiej czytało mi się tę książkę. Koniecznie chciałam wiedzieć co będzie dalej. Nie raz nie dwa łykałam kilkadziesiąt stron, przez co wychodziłam z transu dopiero w środku nocy. Niestety nie zawsze tak było.



Czytanie "Nędzników" zajęło dość znaczną część moich wakacji, bo aż jedną czwartą, czyli calutki miesiąc. Nie jest to łatwa lektura. Oczywiście można przez nią bezmyślnie przejść, ale aby ją w pełni zrozumieć momentami trzeba się naprawdę skupić, zwłaszcza w rozdziałach o historii Francji, z której ogarnięciem miałam nie mały problem, gdyż jest mi ona kompletnie nieznana. Odpuszczałam, nie wracałam, bo nie chciałam. Drobnymi kroczkami starałam się brnąć przez oporne dla mnie rozdziały, czasami z marnym skutkiem, jednakże koniec końców nie poddałam się i dałam radę kończyć każdy po kolei. Autor nie ułatwiał tego zadania, pisząc i rozwijając rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia. Jednakże to nie jest coś, co tej książce ujmuje, wręcz przeciwnie. Moja wina, moja niewiedza. Victor Hugo zawstydził mnie i tym samym skłonił do zagłębienia się w historię tego kraju.

Jak już wyżej wspomniałam, stylem Hugo jestem oczarowana. Absolutnie trafił w mój gust. Z przyjemnością zagłębiałam się w rozległe opisy, wnikliwe portrety psychologiczne postaci oraz w powolną aczkolwiek pełną napięcia akcje, od której momentami nie dało rady się oderwać. Jedynie momentami przeszkadzała mi tendencja autora do rozwijania nawet najmniejszych drobnostek oraz powtarzania w kółko tego samego tylko innymi słowami, zwłaszcza przy kluczowych sytuacjach. Victor Hugo potrafił pisać nawet 10 stron o tym samym. Między innymi stąd tak duża objętość tej powieści. Nawet patrząc teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że sama historia spokojnie mogła zmieścić się na 800 stronach, wliczając w to rozdziały o historii Francji.


Bez wątpienia kwintesencją tej książki są różnorodni bohaterowie. Victor Hugo skupił uwagę każdego z osobna. Fantastycznie wykreował charaktery, tak że nawet poboczne postacie tworzyły idealne tło dla rozgrywanych wydarzeń. Kozeta, Fantyna, Mariusz, czy Jan ValJean to tak wyraziści bohaterowie, że podobnie jak treść na długo nie zostaną przeze mnie zapomniani.

Mimo tej niezwykle długiej i wyboistej drogi z tą powieścią, nie żałuję, że się jej podjęłam. "Nędznicy" to bez wątpienia książka, którą warto przeczytać szczególnie dla niesamowitych postaci i warsztatu pisarskiego autora. To była pierwsza poznana przeze mnie pozycja Victora Hugo i z pewnością nie ostatnia. Już zacieram ręce na "Katedrę Marii Panny w Paryżu". Tymczasem powracam do Josepha Hallera i jego "Paragrafu 22". 

3 komentarze:

  1. Mam w planach "Nędzników". Nawet nie pomyślałabym kiedyś, że chcę przeczytać COŚ co jest lekturą na profilu rozszerzonym z języka polskiego. A tu zaskoczenie :) Tak bardzo zakochałam się w filmie, że postanowiłam ją przeczytać, a Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zachęciła.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie :) Nastapiła reaktywacja bloga, po długiej nieobecności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nędznicy" to nie jest powieść mojego życia, ale książka którą warto było przeczytać :)

      Usuń
  2. Taka wyczekiwana lektura smakuje zupełnie inaczej, znam to :) Czasami tylko się wtedy obawiam wygórowanych oczekiwań, które gdzieś tam się w głowie gromadzą. Świetnie, że "Nędznicy" Cię nie rozczarowali, nawet jeżeli ta historia nie stała się objawieniem życia. Sama chciałabym ją kiedyś poznać, ale też przyznaję, że nie spieszy mi się jakoś mocno :)

    OdpowiedzUsuń