sobota, 3 września 2016

Pierwszy raz po angielsku!



Cześć wszystkim! Dzisiaj z wielkim zapałem piszę notkę na bloga. Można powiedzieć, że jestem prawie świeżo po lekturze "The Perks of Being a Wallflower", jednak nie konkretnie na książce chciałabym się skupić, a raczej na tym, że po raz pierwszy udało mi się przeczytać cokolwiek od początku do końca w języku angielskim. Jak pewnie nie wiecie, dosyć ciężko przychodzi mi nauka języka obcego. Ciągle staram się nie poddawać i mimo wszystko poszerzać swoją wiedzę dotyczącą języka, ale naprawdę idzie mi to bardzo opornie. Piszę o tym, dlatego, że pewnie większość z was już dawno ma swoją pierwszą książkę po angielsku za sobą i prycha z pogardą na to, o czym ten post w ogóle jest, ale ja chciałabym po prostu podzielić się z wami jaka po raz pierwszy jestem z siebie dumna. Można powiedzieć, że dla większości z błahego powodu, ale ze względu na moje dość słabe predyspozycje do nauki języków, dla mnie bardzo ważnego. Mogę śmiało powiedzieć, że to pewien przełom w moim życiu. Czuję, że właśnie dzięki temu, teraz będę szła pewniej, lepiej i szybciej do celu, jaki sobie obrałam na początku. To krok w dobrym kierunku!



Uważam, że nie poradziłabym sobie, gdybym nie wybrała akurat tej książki. Jest ona napisana naprawdę łatwym, prostym i zrozumiałym językiem, dzięki czemu tak bardzo nie męczyłam się ciągłym odpalaniem słownika, które na kindlu po większej ilości używania, staje się nie do zniesienia. Idealna pozycja na swoją pierwszą przygodę z angielskim. Pamiętam, że już kiedyś podchodziłam do czytania w oryginale z "Maybe someday" Collen Hover, jednak to nie był jeszcze jej czas. Wydaję mi się, że teraz spokojnie dam sobie z nią radę. Jednak wracając jeszcze do tematu samej treści książki, niesamowicie ułatwiała ona czytanie. Bardzo spodobała mi się forma w postaci listów pisanych do przyjaciela. Pokochałam Charliego, jak i resztę postaci. Sam fakt, że książkę czytało mi się dobrze, nie tylko dlatego, że była napisana w prosty, jednoznaczny sposób, ale też dlatego że po prostu przypadła mi do gustu, niesamowicie ułatwiała sprawę. Na plus do ukończenia tej książki, pomagało znanie całej historii. Kiedyś oglądałam film, który powstał na jej podstawie, więc mniej więcej wiedziałam co może się wydarzyć i o co w ogóle chodzi. Na szczęście ekranizacja była wiernym pierwowzorem książki.

Jeśli boicie się sięgnąć po pozycję w oryginale, serdecznie polecam ten sposób. W moim przypadku sprawdził się doskonale. Niektórzy radzą przeczytać najpierw książkę po polsku, a potem po angielsku, ale ja mam niestety awersję do powracania do znanych mi już historii. Czytam ponownie te, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie lub które mają dla mnie szczególne znaczenie. Obawiam się, że ze mną byłoby wręcz odwrotnie. Tylko niepotrzebnie bym się zniechęciła.



Naprawdę serdecznie polecam wam zabrać się na pierwszy ogień za powieść Stephena Chboskiego. Ja osobiście pokochałam tę historię i mimo, że czytałam ją dłużej, niż gdybym wzięła się za polskie tłumaczenie, to i tak z pewnością wrócę do niej z sentymentem. Charlie po prostu łapie za serce, co niesamowicie ułatwia ukończenie książki w obcym dla nas języku. Z kolei film polecam jeszcze bardziej, gdyż kocham go całym swoim sercem! Myśląc o Charlie'im widzę tylko i wyłącznie Logana Lermana! Czekam również na wasze propozycje, co do najlepszych tytułów książek na pierwszy raz! Będę ogromnie wdzięczna :) 

6 komentarzy:

  1. Czytanie w oryginale jest fajne :) Brawo za przełamanie się, to początek nowego rozdziału czytelniczej przygody!

    A, i ja na początek polecam zbiory opowiadań - łatwiej sobie radzić z krótszymi tekstami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam! Czytanie w oryginale jest fajne, jeśli rozumie się większość zdań na stronie, w innym przypadku staje się absolutną katorgą :P

      Ooo! Dobry pomysł :) W sumie o zbiorach opowiadań nie pomyślałam. Pewnie dlatego, że w literaturze młodzieżowej nie są spotykane, a jakoś od początku założyłam sobie, że jeśli coś w oryginale to tylko z tego gatunku. Podobno jest łatwiej, co na razie się sprawdziło :P

      Usuń
  2. Wspaniała wiadomość. Ja, pomimo że angielskiego uczę się dobrych kilka lat, ciągle nie jestem na jakimś powalającym poziomie i zawsze boję się, że jeśli sięgnę po książkę w języku angielskim po prostu sobie nie poradzę z jej przeczytaniem. Gratuluję przełamania się, mam nadzieję, że te nie koniec czytania w tym języku. :)
    Optymista

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam ten sam problem. Nadal np. boję się rozmawiać w obcym języku. Mniej przeraża mnie czytanie w oryginale, dlatego wolę drobnymi kroczkami, zacząć od tego :P

      Usuń
  3. Ja wciąż mam problem z mówieniem :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze musi być ten pierwszy raz! Super!

    OdpowiedzUsuń