niedziela, 23 sierpnia 2015

Krótka (?) ballada o tym, dlaczego nie żyję

Na wstępie chciałabym ogromnie was wszystkich przeprosić, zwłaszcza tych, który czekali bądź liczyli (o ile tacy istnieją) na jakikolwiek znak życia z mojej strony. Niestety miałam wielkie kulturalne plany i oczekiwania wobec tych wakacji, jednakże wyszło zupełnie inaczej.
W te wakacje było mało książek, mało filmów i seriali, przyznaję, ale wydaję mi się, że dzięki temu były o wiele bardziej wyjątkowe. Spędziłam je głównie z przyjaciółmi. Kultura przewijała się fragmentami. Poznałam bardzo wielu nowych ludzi. Popełniłam sporo błędów, które uwierzcie mi, wiele mnie kosztowały, ale warto było je przeżyć na własnej skórze. Wiele się również nauczyłam. Co najważniejsze zrozumiałam, że zamykanie się w świat książek i internetu to w pewnej części tracenie cennego czasu i życia. Absolutnie nie neguję czytania czy oglądania albo pisania bloga, ale uważam, że absolutne wsiąknięcie w ten świat też nie jest dobre. Po co ciągle żyć czyimś życiem, skoro można przeżywać własne? Taka refleksja naszła mnie kiedy porównałam sobie tegoroczne wakacje z zeszłorocznymi, kiedy to za bardzo skupiałam się na czytaniu, blogu i zupełnie zapomniałam o własnych przyjemnościach. Książki stały się smutnym obowiązkiem. Byle więcej, byle szybciej. To nie jest ani dobre, ani zdrowe. Teraz czytam wtedy kiedy mam ochotę i to naprawdę mi się podoba.

Do czego zmierzam? Hmm... Ja naprawdę bardzo dobrze wiem, że mój blog nigdy nie był jakiś super popularny czy lubiany, więc uważam, że jakiekolwiek oficjalne pożegnania są tutaj zbędne, jednak dla tej małej grupki osób, która być może istniała, warto byłoby oznajmić, że poszukiwania ostatecznie zostały zakończone. Hmm... I w sumie nie tylko dlatego, że coś sobie uświadomiłam, coś zobaczyłam. Nie. Pisanie bloga naprawdę sprawiało mi wielką frajdę i przyjemność. Były momenty słabsze, kiedy to zdawałam sobie sprawę, że Poszukiwania Alaski nie wnoszą nic nowego ani świeżego w książkową blogosferę (i to po części też jest przyczyna), jednak uparcie pisałam to co chciałam i to co czułam na dany temat. Teraz troszkę uważam, że to było bez sensu. Szukałam inspiracji, pomysłów ale rzadko kiedy udawało mi się napisać coś naprawdę wartościowego, przykuwającego uwagę i zdaję sobie z tego sprawę. Chyba nie można nawet tego nazwać wypaleniem zawodowym :P
Kolejną przyczyną rozstania i najważniejszą jest klasa maturalna, w której nie będę mieć z pewnością czasu na czytanie dowolnych książek, a co dopiero na pisanie postów. Zamierzam naprawdę przysiąść do tego wszystkiego i napisać maturę najlepiej jak potrafię. W końcu od tego całkowicie zależy moja przyszłość.

Nie żegnam się z wami tak całkowicie. Jeszcze muszę przemyśleć czy absolutnie zamykam działalność bloga, czy będzie to może jedynie roczna przerwa, a może zapowiedź czegoś zupełnie nowego?
Chciałabym jeszcze podziękować za wsparcie, komentarze (zwłaszcza te, które coś wnosiły do postu), czytanie i podsuwanie pomysłów. Jesteście wspaniali.
Jeśli myśleliście drodzy blogerzy, że o was zapomniałam to się mylicie. Niektóre blogi czytam regularnie, na niektóre wpadam od czasu do czasu, ale zazwyczaj wchodzę na to, co mnie najbardziej interesuje. Komentuję oczywiście tylko wtedy, gdy mam taką wewnętrzną potrzebę. Mnóstwa inspiracji <3 Żegnam.
PS Mam nadzieję, że do przyszłego roku :*